Andrysiak: Skurczypaństwo

Andrzej Andrysiak,  zastępca redaktora naczelnego DGP
Andrzej Andrysiak, zastępca redaktora naczelnego DGPDGP
26 marca 2013

Jest taki kraj, w którym aby wykształcić dziecko, trzeba wyłożyć grube pieniądze, a aby się leczyć – wykupić ubezpieczenie lub zapłacić.

Więzienia prowadzą prywatne firmy, a rząd płaci ochroniarzom, by w ich imieniu prowadzili wojny. I jest inny: gdzie podatki są horrendalne, państwo prowadzi obywatela za rękę, żywi go, leczy, opiekuje się nim i dba o jego pracę. Pierwszy leży w Ameryce, drugi w Skandynawii. Dwa różne modele, dwa wybory. I my. Chciałoby się napisać, że gdzieś pośrodku, ale to nieprawda. Wśród wielu pytań, które po 1989 roku sobie zadaliśmy, tego jednego nie było: ile państwa w państwie? Ponieważ nie wiemy, idziemy po omacku. Zwykle nabijając sobie guzy.

Przykład pierwszy z brzegu: służba zdrowia. Rząd oddaje powiatom nadzór nad lecznicami, karmiąc obywateli frazesami, że one przecież najbliżej, najlepiej, najgospodarniej, ale żadnej finansowej karty nie wypuszcza z ręki. Mają więc powiaty te swoje szpitale, ale wpływu na to, co się tam – i z nimi – dzieje, niewiele.

Autopromocja
381367mega.png
381364mega.png
381208mega.png
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.