Kaucja 80 tysięcy została wpłacona w piątek około 10. Staruch - najsłynniejszy osadzony ostatnich lat - wyszedł z aresztu przy Rakowieckiej tuż przed 16. Za kratami spędził osiem miesięcy. Słusznie?

Środa. Ojciec, brat, narzeczona siedzą w eleganckiej kancelarii mecenasa Krzysztofa Wąsowskiego na Powiślu. To dla wszystkich chwile tryumfu – sąd nie przedłużył aresztu. Jeszcze tylko 80 tysięcy złotych kaucji i Piotr Strauchowicz odzyska wolność.

Rodzina nie miała takich pieniędzy. Suma została zebrana błyskawicznie, głównie dzięki pożyczkom od krewnych i znajomych. Cel był prosty: Piotr Staruchowicz ma być na weekend w domu.

- Dobrze jest?

Katarzyna, narzeczona: - Dobrze to będzie jak już będzie w domu.

Jurek, brat: - Ojciec, ty to chyba jeszcze musisz poszukać kasy na ślub!

Wojciech Staruchowicz, zawodowo dziennikarz, prywatnie ojciec Starucha: - Telefony dzwonią, ludzie zgłaszają się oferując pomoc, pieniądze. Media chcą się umawiać na wywiady z synem.

Wygląda na to, że po ośmiu miesiącach jego syn z „herszta kiboli”, „bojówkarza”, „handlarza narkotyków”, „bandziora”, „szefa neonazistowskiego gangu”, jak o nim pisano, zmienia się w bohatera, z którym każdy chce się zakolegować.

Do rodziny docierały sygnały, że nawet koncern ITI – właściciel Legii Warszawa – chce się godzić. Po mieście kursowała plotka, że koncern miał zamiar dorzucić się do kaucji, by Staruch mógł opuścić areszt.

- Te sygnały to nic oficjalnego, ale i tak – mówię to z góry – odrzucilibyśmy zdecydowanie takie oferty – mówi Wojciech Staruchowicz.

- Nie słyszałem o pomyśle, by ITI miało dorzucić się do kaucji za Piotra Staruchowicza - wyjaśnia Mariusz Walter, założyciel koncernu.