Interwencja służb w mieszkaniu Sakiewicza. Podejrzany w rękach policji

Policja zatrzymała podejrzanego ws. fałszywych alarmów. To on miał stać za interwencją służb w domu Sakiewicza
Policja zatrzymała podejrzanego ws. fałszywych alarmów. To on miał stać za interwencją służb w domu SakiewiczaShutterstock
dzisiaj, 18:35
aktualizacja dzisiaj, 18:35

Mężczyzna, który mógł mieć związek ze zgłaszaniem fałszywych alarmów, trafił w ręce funkcjonariuszy. To właśnie 53-latek miał być odpowiedzialny za interwencję służb w mieszkaniu należącym do szefa TV Republika Tomasza Sakiewicza.

Rzecznik prasowy Komendy Stołecznej Policji podkom. Jacek Wiśniewski poinformował na konferencji, że zatrzymany w piątek w godzinach wieczornych mężczyzna to mieszkaniec jednego z podwarszawskich powiatów. Nie chciał informować o innych szczegółach, czy mówić o możliwych powodach działania domniemanego sprawcy alarmów. Badany jest sprzęt informatyczny znaleziony u zatrzymanego - dodał.

Zaznaczył, że każda osoba, która wywołuje tego typu fałszywy alarm, mając tego pełną świadomość, powodując działania służb, i sprawiając fałszywe poczucie zagrożenia może spodziewać się odpowiedzialności karnej. Za taki czyn grozi od 6 miesięcy do 8 lat pozbawienia wolności, a jeśli powiadomienia z ostatnich dni były przypisane jednej osobie - nawet do 15 lat.

- Pamiętajmy, że do momentu postawienia zarzutu, czy zgromadzenia odpowiedniego materiału, jest to osoba, która na ten moment jest tylko osobą zatrzymaną do sprawy. Musi być zgromadzony odpowiedni materiał dowodowy, który będzie stanowił o tym, żeby móc dalej powiedzieć coś więcej - wyjaśnił rzecznik.

Nie tylko mieszkanie Sakiewicza. Seria fałszywych alarmów

Przedstawiciel policji poinformował, że mężczyznę zatrzymano po podjętych wspólnie działaniach z Centralnym Biurem Zwalczania Cyberprzestępczości po fałszywym alarmie ws. zagrożenia zdrowia i życia nastolatka w mieszkaniu przy ul. Wiktorskiej w Warszawie należącego do Tomasza Sakiewicza szefa TV Republika.

Wiśniewski podał, że policja od kilku dni notowała tego typu powiadomienia, które dotyczyły instytucji i osób prywatnych na terenie Warszawy, po których - zgodnie z procedurami - interweniowali stołeczni policjanci.

Przypomniał, że policjanci w całym kraju codziennie reagują na takie zgłoszenia w trosce o ludzkie życie. W tym przypadku interweniowano w kilkunastu miejscach, pod różnymi adresami i działania te miały szczególny priorytet ze względu na możliwe zagrożenie życia.

Rzecznik podkreślił, że w takich przypadkach policjanci powinni dostać się jak najszybciej na miejsce, zweryfikować zagrożenie i pomóc osobie, która może jej oczekiwać. Podał, że w garnizonie stołecznym realizowanych jest od 1700 interwencji dziennie, a w weekendy nawet do 2200. Są one realizowane według tych samych standardów w całym kraju i bez względu na instytucję, czy osobę, której dotyczą - zaznaczył.

Wiśniewski wskazał, że fałszywe zawiadomienia otrzymało nie tylko Wojewódzkie Centrum Powiadamiania Ratunkowego, ale informacja była przesłana również od osoby z biura Rzecznika Praw Dziecka.

Policjant zaznaczył, że policjanci nadal analizują i pracują nad tą sprawą - dotyczącą Wiktorskiej i kilkunastu innych alarmów.

- Każdą traktujemy indywidualnie, a zarazem szukamy tych powiązań, czy one stanowią (...) jedno źródło, może intencje jednej osoby (...). Na ten moment mówimy o zatrzymanej jednej osobie - podkreślił.

Czego dotyczą zgłoszenia?

Rzecznik prasowy Centralnego Biura Zwalczania Cyberprzestępczości kom. Marcin Zagórski zwrócił uwagę na nasilenie w ostatnim czasie zgłoszeń dotyczących np. zagrożenia życia i zdrowia osób małoletnich lub prób samobójczych.

Od początku roku było 1,1 tys. takich zgłoszeń, które otrzymali w CBZC policjanci zajmujący się takimi przypadkami - ponad 500 sytuacji dotyczyło osób małoletnich. W ubiegłym roku do policjantów Centralnego Biura Zwalczania Cyberprzestępczości trafiło ponad 2,5 tys. takich zgłoszeń, w tym 1,5 tys. sytuacji dotyczyło osób małoletnich.

Takie sygnały - gdy funkcjonariusze CBZC już ustalą źródło pochodzenia informacji, gdy ktoś potrzebuje pomocy - są natychmiast przesyłane do jednostki macierzystej, by policjanci dotarli na czas, aby udzielić pomocy - tłumaczył Zagórski.

- Bardzo często jest tak, że funkcjonariusze, kiedy docierają na miejsce, docierają do konkretnego domu, do osoby małoletniej, to tam rodzice jako pierwsi dowiadują się o tej sytuacji, ponieważ nie wiedzą, co robi dziecko w pokoju obok, nie wiedzą, jak komunikuje się w internecie, jak spędza czas - zwrócił uwagę.

Szef TV Republika oburzony działaniami służb

TV Republika w piątek poinformowała, że policja weszła do domu redaktora naczelnego tej stacji Tomasza Sakiewicza przy ul. Wiktorskiej. On sam na antenie relacjonował: - Policja siłą wtargnęła do mojego domu, skuła moją asystentkę, twierdząc, że w zagrożeniu znajduje się tu jakieś dziecko.

Do informacji odniosła się policja. Przekazała w piątek, że policjanci zostali powiadomieni, iż w mieszkaniu pod tym adresem znajduje się osoba, której zachowanie zagraża jej życiu dlatego podjęli interwencję.

„Informacja taka zgodnie z przyjętymi zasadami otrzymała najwyższy priorytet, a na miejsce niezwłocznie skierowany został patrol policji” – dodała formacja.

„Funkcjonariusze zastali w lokalu kobietę, która nie chciała się przedstawić i współpracować z policjantami. Na czas wyjaśnienia sytuacji, mając na uwadze bezpieczeństwo zarówno jej, jak i swoje, policjanci zastosowali wobec tej osoby kajdanki” – przekazali policjanci.

Dodali, że zebrane informacje i weryfikacja zastanej na miejscu sytuacji pozwalają na stwierdzenie, że wiadomość o zagrożeniu czyjegoś życia była nieprawdziwa i najprawdopodobniej miała na celu wprowadzenie w błąd jej odbiorcy i służb ratunkowych.

- Policja i wszystkie służby reagują w związku ze zgłoszeniami. Zareagowały wszystkie służby państwa i te reagują w sposób jak najbardziej zasadny, jak najbardziej profesjonalny — zaznaczył w piątek minister spraw wewnętrznych i administracji Marcin Kierwiński. Dodał, zwracając się do dziennikarza stacji, który go pytał o tę sprawę: „Państwo od początku bardzo głośno krzyczeli, że to są nieuprawnione interwencje. Natomiast interwencje nie dotyczyły działalności państwa stacji, ale konkretnych, sformułowanych gróźb”.

Autopromocja
381453mega.png
381455mega.png
381223mega.png
Źródło: PAP

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.