Najnowszy sondaż TNS OBOP wskazuje, że gdyby wybory odbyły się w kwietniu, PO mogłaby liczyć na 39 proc. głosów, PiS - 27 proc., a SLD - 18 proc. Na początku marca ośrodek ten podawał, że PO ma 47 proc. poparcia; PiS - 24 proc., a SLD - 15 proc. Oznacza to, że od początku marca do połowy kwietnia PO straciła 8 punktów proc. poparcia. PiS i SLD zyskały zaś po 3 punkty proc.

We wcześniejszym okresie TNS OBOP odnotował aż 13-punktowy spadek poparcia dla PO między styczniem a lutym. Na początku lutego ośrodek dawał Platformie 41 proc., a PiS - 26 proc. Potem - w marcu - notowania PO wzrosły, by w kwietniu znowu spaść.

Z kolei ostatni sondaż Homo Homini z 11 kwietnia wskazuje, że różnica między PO a PiS wynosi już tylko 2,5 pkt proc., gdy na początku kwietnia była ona na poziomie ponad 5 proc.

Socjologowie, z którymi rozmawiała PAP, mówią m.in., że widoczny w ostatnich sondażach zmniejszający się dystans między PO a PiS może być efektem obchodów rocznicy katastrofy smoleńskiej.

"Uważam, że nastąpiło tu przeniesienie nastrojów i postaw z ubiegłego roku, gdzie jednak PiS był tą stroną, która więcej straciła i trzeba było jej współczuć" - powiedział PAP prof. Henryk Domański z Instytutu Filozofii i Socjologii PAN.

Socjolog uważa, że wyborcy ulegli potrzebie wyrażania współczucia dla PiS-u i nastąpiła reakcja krytyczna wobec PO. "Chodziło o efekt samego wydarzenia, czyli reminiscencję uroczystości pogrzebowych, potrzebę okazania szacunku zmarłym, współczucie. To było niezależne od sposobu działania, od tego, co robił Jarosław Kaczyński" - zaznaczył prof. Domański.

Socjolog zwrócił też uwagę, że jest to "ciekawy rys wizerunku politycznego Polaka, który jednak kieruje się emocjami, kryteriami spoza systemu politycznego". "Jeżeli to jest prawda, to po kilkunastu dniach sytuacja powinna się odwrócić i na korzyść PO powinien wzrosnąć dystans między dwoma partiami" - powiedział.

Prof. Domański zauważył, że od 2007 r. każdy skok w sondażach na rzecz PiS trwał tylko przez jakiś czas i był "korygowany przez późniejsze zachowania Jarosława Kaczyńskiego i tych osób, które wspierały go dość agresywnym językiem". Socjolog dodał, że jeśli PiS wróci do ostrej retoryki, mechanizmy jakie zadziałały po obchodach rocznicy przestaną działać.

Zdaniem dr. Jarosława Flisa z Uniwersytetu Jagiellońskiego, wpływ na sondaże, oprócz atmosfery wokół katastrofy smoleńskiej, miały również podwyżki cen żywności i reforma OFE. "Po krótkim marcowym wyciszeniu teraz te kwestie wróciły i to od razu widać w wynikach sondaży" - powiedział.

Jednak - jak zaznaczył - "od trzech lat notowania partii politycznych falują w rytm bieżących wydarzeń". Flis uważa, że to dobrze świadczy o polskim wyborcy, bo oznacza, że interesuje się on tym, co się dzieje w państwie. "Nie jest tak, że obie strony są zaryte w okopach. Jest wystarczająco duża grupa wahających się, którzy zmieniają zdanie w rytm wydarzeń" - powiedział.

Dr Flis przewiduje, że najbliższa kampania wyborcza będzie raczej wyrównana. "To jest takie siłowanie się na rękę, kto popełni więcej błędów, ten przegra. Jednak kto je popełni w najbliższym półroczu - nie sposób przewidzieć" - zaznaczył.