Ojciec interwencjonizmu państwowego – ekonomista John Maynard Keynes – zwykł mówić, że podatki to cena, jaką płacimy za rozwój cywilizacji. Może tak to wyglądało z perspektywy Wielkiej Depresji, ale dziś to raczej cena, jaką płacimy politykom, żeby cały rok mogli zgrywać świętych mikołajów.
Przed wyborami są szczególnie aktywni. Każda partia obnosi się z własnym workiem obietnic dla grzecznych wyborców. Rywalizacja jest ostra. Politycy nie żałują świadczeń nauczycielom, rolnikom, górnikom, a kiedy się okazuje, że nie ma na to pieniędzy, zobowiązania spychają w dół łańcucha pokarmowego. Dodatkowe przywileje dla przedszkolanek? – samorząd zapłaci. Dopłaty do unijnych inwestycji w drogi, oczyszczalnie? – samorząd zapłaci. Ulżyć uczniom w dźwiganiu tornistrów – samorząd kupi każdemu szafkę na książki. Ulżyć emerytom – Sejm obiecał, a samorząd zapłaci za zniżki na autobus.
Teraz z Płatnościami powtarzalnymi BLIK
zyskasz dostęp do wszystkich treści
za 29 zł / miesiąc przez 3 miesiące
Możesz anulować w dowolnym momencie.
Teraz z Płatnościami powtarzalnymi BLIK
zyskasz dostęp do wszystkich treści
za 29 zł / miesiąc przez 3 miesiące
Możesz anulować w dowolnym momencie.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
