Nad wejściem do delfickiej krypty kapłanki wyryły 2500 lat temu napis „Poznaj siebie samego”. Wyrocznia wiedziała, co w życiu jest najtrudniejsze. Ten, kto nie pogodził się ze swoją tożsamością, wiecznie poszukuje nowej. Wielu przypłaciło to śmiesznością. Nowo odkryte miny, fryzury, ton i całe frazy „kopiuj, wklej” z innego profilu osobowego szybko stają się komiczne. Zarówno w wersji Jarosława Kaczyńskiego, jak i w wersjach light.
Nagle urodziwej Anny Kalaty czy śniadego Andrzeja Leppera.
Śmiech partyjnie słuszny
I są tacy, co boki zrywają. Nie zmarnują jednego komentarza redakcyjnego, audycji radiowej, debaty telewizyjnej, żeby nie zakpić z przyjaznego przemienienia. Premier rozbawił w sobotę delegatów PO do łez, kiedy wspominał przemianę Kaczyńskiego w rusofila. Wnosząc jednak z ostatnich sondaży, śmiech nie wszystkim się udziela. Nie jest to goleń Kwaśniewskiego, maratony Kołodki ani nawet oczywista oczywistość tego samego Kaczyńskiego sprzed transformacji. To śmiech partyjnie słuszny. Śmieszy tych samych, których śmieszą zwierzęta futerkowe Bartoszewskiego, penisy Palikota.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.