Prezes TVP Piotr Farfał ma nowy plan, jak utrudnić prace nowej radzie nadzorczej telewizji. Tym razem, powołując się na statut spółki, nie chce wpuścić jej członków do budynku telewizji. Ma to uniemożliwić radzie przeprowadzenie pierwszego posiedzenia.
Póki nie będzie wpisu nowej rady nadzorczej TVP do KRS, jej członkowie nie mają co liczyć na wejście do siedziby telewizji przy ul. Woronicza. "A niby na jakiej podstawie mielibyśmy ich wpuszczać? Dla nas to są całkiem obce osoby, które póki co oficjalnie nie mają nic wspólnego z telewizją" - tłumaczy jeden ze współpracowników Farfała.
W ten sposób ludzie prezesa nie chcą dopuścić do posiedzenia rady, która swoje obrady prawdopodobnie rozpocznie od odwołania obecnych władz telewizji. "Zgodnie ze statutem posiedzenie rady może odbyć się wyłącznie w siedzibie spółki, a do tej ci państwo nie mają wstępu" - przekonuje nasz rozmówca. I dodaje: "Słyszałem, że członkowie rady chodzą i szukają jakiegoś miejsca, które jest ogólnodostępne, a zarazem należy do TVP. Ale go nie znajdą".
Członkowie rady w rozmowie z DZIENNIKIEM potwierdzają, że słyszeli o pomyśle Farfała. "Już od końca sierpnia czułem, że nie będzie nas chciał wpuścić do spółki. To samospełniająca się przepowiednia. Przewidujemy taką możliwość i jesteśmy na to gotowi" - zaznacza Bogusław Szwedo, członek rady nadzorczej rekomendowany przez PiS. Dodaje, że członkowie rady słyszeli o jeszcze jednym pomyśle prezesa. W TVP miały być przygotowywane pisma odwołujące posiedzenie. "Ale żadnego oficjalnego pisma w tej sprawie nie dostałem" - zaznacza Szwedo.
Szef Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji Witold Kołodziejski zapewnia, że niezależnie od tego, co zrobi prezes, rada nadzorcza się zbierze. "Wiedziałem, że Farfał będzie rzucał kłody pod nogi, ale to nie ma znaczenia. Jego obowiązkiem jest zwoływać posiedzenia rady, a nie je odwoływać" - podkreśla Kołodziejski.