To już nie jest szukanie oszczędności, ale cięcia niemal na ślepo. Szef TVP Piotr Farfał przyznał na wewnętrznym zebraniu, że finanse firmy są w rozkładzie. Zapowiedział, że pięćset już wytypowanych do zwolnienia osób to za mało. A ci, którzy uratują swoje posady, mają mniej zarabiać.

Sytuacja finansowa TVP jest fatalna. "Musimy ciąć, ciąć i jeszcze raz ciąć. I co najgorsze po programie" - opowiada jeden z dyrektorów. Prezes TVP poinformował bowiem, że budżet przeznaczony na program, który wynosi ok. 1,1 mld zł, zostanie obcięty. Pod znakiem zapytania stanął na przykład pakiet filmów, które miała kupić TVP.

Do produkcji mają zostać skierowane tylko te programy, które zarabiają na siebie. Do tej grupy nie zalicza się prawie żaden program publicystyczny. Na jesieni mają zacząć się obniżki pensji. Mowa była także o zwolnieniach. "Usłyszeliśmy, że grupa 500 osób, które zostały wytypowane do zwolnień, to za mało. Musimy szukać dalej" - mówi menedżer z Woronicza.

Minister skarbu zwołał walne zgromadzenie akcjonariuszy TVP i Polskiego Radia. Miało ono zakończyć kadencje rad nadzorczych mediów publicznych, zdominowanych przez PiS, LPR i Samoobronę. Tak się jednak nie stało, bo Aleksander Grad ogłosił 30-dniową przerwę.

Jak poinformowało Ministerstwo Skarbu, oficjalnym powodem tej decyzji jest kontrola skarbowa, która została przeprowadzona na Woronicza.

Anna Nalewajk

Czytaj więcej: Dziennik.pl