Po roku od szczytu z udziałem Putina Kijów powoli godzi się z tym, że nie da się w krótkim czasie doprowadzić do pokoju w Zagłębiu Donieckim.
Reklama
Przewodniczący Rady Najwyższej Ukrainy Dmytro Razumkow zwołał na dziś naradę szefów klubów parlamentarnych. Jednym z tematów, oprócz budżetu na 2021 r., ma być przedłużenie o kolejny rok ustawy o szczególnych rejonach obwodów donieckiego i ługańskiego (ORDŁO), jak określa się okupowaną przez Rosjan część Donbasu. Posłowie mogą się nią zająć w tym tygodniu.
Tymczasem po optymizmie, prezentowanym rok temu przez prezydenta Wołodymyra Zełenskiego, pozostało niewiele. Przed 12 miesiącami, w okolicach ostatniego szczytu w formacie normandzkim, czyli z udziałem kanclerz Niemiec oraz prezydentów Francji, Rosji i Ukrainy, Zełenski dawał sobie czas do końca 2020 r. na uzgodnienie zasad zakończenia konfliktu o Zagłębie Donieckie. Od tej pory udało się przeprowadzić wymianę jeńców i ograniczyć incydenty zbrojne na linii rozgraniczenia. Systemowych zmian jednak nie uzgodniono.
W grudniu 2019 r., trzy tygodnie po szczycie, Ukraińcy przekazali kontrolowanym przez Moskwę separatystom 124 osoby, a w zamian przejęli 76 przetrzymywanych. W sondażach przeprowadzanych wiosną z okazji pierwszej rocznicy wyboru Zełenskiego Ukraińcy określili to wydarzenie mianem jednego z największych sukcesów jego prezydentury. W lipcu udało się doprowadzić do realnego zawieszenia broni. Przez wiele tygodni na froncie niemal nie dochodziło do incydentów, choć wcześniej nie było praktycznie tygodnia bez doniesień o ofiarach śmiertelnych.
Niektórzy eksperci od Donbasu, jak Marija Zołkina z Fundacji Inicjatywy Demokratyczne, wskazują, że obniżenie napięcia było czysto taktycznym ustępstwem Kremla, podyktowanym koniecznością skupienia się na innych problematycznych sferach polityki zagranicznej. Rozejm zbiegł się z początkiem protestów na Białorusi, potem prezydent Władimir Putin musiał się zmierzyć z kryzysem wizerunkowym po próbie otrucia jednego z liderów opozycji Aleksieja Nawalnego, wreszcie wybuchła wojna w Górskim Karabachu.
Może to potwierdzać fakt, że wbrew uzgodnieniom Rosjanie nie poszli na inne kroki ograniczające napięcie. Ukraińcy przygotowali dwa nowe przejścia przez linię frontu – w Szczasti i Zołotem – jednak przedstawiciele samozwańczej Ługańskiej Republiki Ludowej (ŁRL) wciąż nie zgodzili się na ich uruchomienie. Moskwa nie chce się też na razie zgodzić na organizację nowego szczytu w formacie normandzkim, do czego wzywał Kijów i Paryż po niedawnej rozmowie Zełenskiego z prezydentem Francji Emmanuelem Macronem.
Pawło Klimkin, szef MSZ za prezydentury Petra Poroszenki, pisze w „Ukrajinśkiej prawdzie”, że Kreml czeka na zmianę prezydenta USA. „Putinowi w rozmowach o Donbasie nie chodzi o Donbas, lecz zachowanie bądź utratę imperialno-radzieckiego statusu i właśnie o to chce się targować z przyszłą administracją Joego Bidena. Federacja Rosyjska dokłada wszelkich starań, by nawiązać kontakty z demokratami. Niedawne mianowanie Czubajsa na ciekawie sformułowane stanowisko pełnomocnika ds. relacji z organizacjami międzynarodowymi to tylko wierzchołek góry lodowej” – czytamy. Uznawany za liberała Anatolij Czubajs, jeden z ważniejszych polityków ery Jelcyna, ostatnio zajmował się raczej sprawami gospodarczymi.
Ani Kijów, ani Moskwa nie są gotowe, by zrzec się nieprzekraczalnych dotychczas warunków całościowego rozwiązania dla Donbasu. Kijów chce, by wybory w ORDŁO odbyły się dopiero po przekazaniu ukraińskim pogranicznikom kontroli nad granicą z Rosją. Jak dowodzą Ukraińcy, tylko wtedy będzie można przeprowadzić wybory zgodnie z ukraińskim prawem i w sposób wolny od rosyjskiej ingerencji. Kijów nie chce też zapisać specjalnego statusu ORDŁO w konstytucji, co dałoby Rosjanom niemal nieusuwalne narzędzie wpływu na ukraińską politykę.
Kreml optuje za inną chronologią (najpierw wybory, potem granica), żąda zmian konstytucyjnych i chce, by Kijów rozmawiał o szczegółach specjalnego statusu ORDŁO z przedstawicielami samozwańczych Donieckiej i Ługańskiej RL. Gotowość do ustępstw jest symboliczna. W październiku DRL/ŁRL opublikowały własny plan porozumienia, na żądanie Kijowa potwierdzony potem przez Kreml. W stosunku do dotychczasowych propozycji znalazło się w nim więcej bezpośrednich odniesień do ukraińskich przepisów, jednak nie zrezygnowano z żądania zmiany konstytucji.
Jedynym ustępstwem jest pomysł zapisania specjalnego statusu ORDŁO nie na czas nieokreślony, ale jedynie do 2050 r. Jego zmiana musiałaby być jednak poprzedzona referendum, które mogłoby być zorganizowane między 2045 a 2049 r. ORDŁO miałyby uzyskać szeroką autonomię, włącznie z ustanowieniem własnej milicji ludowej, z którą ukraińska policja miałaby się podzielić kompetencjami. W istocie prowadziłoby to do legalizacji dotychczasowych formacji zbrojnych DRL/ŁRL z amnestią dla wszystkich ich członków. Po uznaniu wyborów na Donbasie Ukraińcy mieliby przejąć kontrolę nad granicą.
Najwyższym organem władzy lokalnej miałyby być rady ORDO i ORŁO (szczególnych rejonów każdego z obwodów), które jednak nie byłyby wybierane w wyborach powszechnych, ale pośrednio, przez deputowanych rad tych rejonów (powiatów), które dziś są poza kontrolą rządu w Kijowie. Rosjanie sami zaproponowali za to zwrot znacjonalizowanych przez Donieck i Ługańsk przedsiębiorstw poprzednim właścicielom. Uznanie tego postulatu wyjaśnia, dlaczego oligarcha Serhij Kurczenko, któremu separatyści oddali w zarząd przejęte kopalnie, eksploatuje je w sposób rabunkowy, bez inwestycji niezbędnych do utrzymania biznesu w dłuższym okresie. Część wydobywanego tam węgla trafia do Polski i innych krajów UE.
– Jeśli Rosja weźmie na siebie polityczną odpowiedzialność, jesteśmy gotowi rozważyć ten plan – mówił Ołeksij Arestowycz, doradca ukraińskiej delegacji w grupie kontaktowej. Kijów przygotował własną wersję planu, która potwierdziła poprzednie żądania, dodając do tego oczekiwanie wycofania się Moskwy m.in. z uproszczonej procedury przyznawania mieszkańcom ORDŁO rosyjskiego obywatelstwa. „Zełenski zdoła ominąć rosyjskie pułapki tylko wtedy, gdy uświadomi sobie, że jego marzenia o szybkim pokoju są nie do zrealizowania. Ten proces już trwa” – pisze Marija Zołkina.