Są cztery scenariusze rozwoju sytuacji politycznej: koalicja zostaje, prezes PiS wchodzi do rządu, PiS i Porozumienie tworzą rząd mniejszościowy i radykalny – czyli nowe wybory.
Reklama
Do końca tygodnia mają się rozstrzygnąć rozmowy na linii PiS – Solidarna Polska. Od ich rezultatu będzie zależał los większości rządowej.

Koalicja zostaje

Po olbrzymich napięciach między PiS a SP rośnie w Prawie i Sprawiedliwości liczba tych, którzy są za niewchodzeniem w wariant rządu mniejszościowego. – Wydaje się, że ten konflikt zostanie załagodzony – mówi nasz rozmówca. Powodem jest obawa, że jeśli Solidarna Polska opuści rząd, nie uda się stworzyć innej większości. – Nie ma szans na wyciągnięcie PSL, może gdyby nie ustawa o zwierzętach byłoby to możliwe, ale teraz wchodząc do koalicji, musieliby się wyrzec politycznych zysków z jej kwestionowania – mówi nasze źródło. A z kolei wśród przeciwników ostrego kursu wobec Ziobry w PiS są obawy czy udałoby się w masowy sposób złamać posłów Solidarnej Polski, by wrócili do PiS na nowych warunkach i zapewnili rządowi większość. – W kwietniu nie udało się złamać Porozumienia, mimo że nie jest ono tak zwarte jak ziobryści – podkreśla jeden z naszych rozmówców. Pojawiły się argumenty ugodowe, posługuje się nimi także Porozumienie, które w sprawie konfliktu PiS – SP stoi z boku. Te racje mogą stać za tym, by ostatecznie warunki dla Solidarnej Polski były w miarę łagodne. Także politycy SP od kilku dni uderzali w ugodowy ton i wysyłali sygnały, że są w stanie poprzeć zmiany w ustawie covidowej, choć po korektach. Ten wariant oznaczałby zapewne wizerunkowe i realne straty Solidarnej Polski, ale nie byłyby one duże. Pytanie tylko, jak ułożyłyby się dalsze relacje Mateusza Morawieckiego ze Zbigniewem Ziobro, na ile ich ostry konflikt z ostatnich miesięcy można wygasić.

Prezes w rządzie

Wątpliwości, czy porozumienie z SP będzie trwałe, powodują, że w PiS pojawia się coraz więcej głosów, że lider PiS powinien trafić do rządu. – Skoro po pięciu latach doszło do przesilenia w koalicji, to rozwiązaniem jest, by trzech liderów koalicyjnych ugrupowań było w rządzie – mówi polityk PiS. Inny dodaje: – W PiS jest mocne przekonanie, że Kaczyński powinien wejść do rządu i zrobić porządek z Ziobrą oraz Gowinem, ale także Morawieckim, którego szeregowi posłowie PIS obwiniają o eskalację konfliktu z Ziobrą. Tyle że taki wariant nie oznacza dymisji Mateusza Morawieckiego. Jeden z naszych rozmówców przypomina, że Jarosław Kaczyński, gdy pojawiły się propozycje, by został premierem po Beacie Szydło, argumentował, że nie ma zdrowia ani chęci zajmowania się sprawami zagranicznymi, a do rządu mógłby trafić jako wicepremier. – I tak wszyscy wiedzą, że najważniejszym ośrodkiem politycznym w Polsce jest Nowogrodzka i tam są rozstrzygane najważniejsze sprawy. Więc w kancelarii prezes mógłby urzędować jako wicepremier do spraw trudnych – mówi nasz rozmówca z PIS.

Rząd mniejszościowy

Jeśli nie dojdzie do porozumienia między Solidarną Polską a PiS, to konsekwencją będzie rząd mniejszościowy. Mimo sygnałów o załagodzeniu tonu rozmów między PiS a SP nie można wykluczyć zwrotu w tej sprawie. Jak mówi jeden z naszych rozmówców, na poniedziałkowym posiedzeniu kierownictwa PiS dominowały nastroje antyziobrystowskie, stąd pomysły na pozbawienie Solidarnej Polski resortu sprawiedliwości. – To dla nas byłoby równoznaczne z decyzją o wyjściu z koalicji – powtarzają politycy Solidarnej Polski. Takie pomysły miałyby także poprzez osłabienie Zbigniewa Ziobry rozstrzygnąć jego konflikt z Mateuszem Morawieckim na korzyść tego ostatniego. Cały czas nie można wykluczyć takiego wariantu, gdyż głównym celem lidera PiS jest zmiana układu i uzyskanie większego komfortu rządzenia, bez obaw, że pomysły PiS będą stopowane raz przez Porozumienie innym razem przez Solidarną Polską. – Osiągnięcie takiego celu jest trudne, bo mówimy o wysublimowanej grze. Jednocześnie trzeba koalicjantów przestraszyć i osłabić, ale zrobić to tak, by ich nie wypchnąć z układu rządowego – zauważa politolog prof. Rafał Matyja. W takim przypadku PiS będzie się starał budować większość rządową. Bazą ma być Porozumienie, które w obecnym konflikcie jest poza sporem oraz posłowie Kukiz’15. – To razem daje 222 głosy, więc potrzeba jeszcze przynajmniej dziewięciu głosów – mówi polityk obozu rządowego. To PiS liczy na rozłam w Solidarnej Polsce, zwłaszcza jeśli jej członkowie zaczną tracić funkcje w instytucjach państwowych i spółkach. Politycy PiS sugerują także, że możliwe jest przejście do PiS posłów innych ugrupowań, jednak historia prób zdemontowania przez PiS opozycyjnej większości w Senacie pokazuje, że nie jest to wcale takie łatwe.

Przedterminowe wybory

Dlatego w PiS jest świadomość, że jeśli nie uda się odbudować większości, to realnym scenariuszem są wcześniejsze wybory. – Dymisja Ziobry równa się wybory – mówi nawet jeden z polityków PiS. Ale gdyby miało do nich dojść, to najwcześniej na wiosnę po tym, jak w ciągu kilku miesięcy okazałoby się, że PiS nie może zebrać większości bez posłów Ziobry. Także okoliczności prawne sprzyjałyby wtedy PiS. Choć lider Platformy Obywatelskiej Borys Budka deklaruje, że PO poprze wniosek o samorozwiązanie Sejmu, to nawet gdyby PO nie chciała tego zrobić, prezydent mógłby rozwiązać Sejm, jeśli nie zostałby uchwalony budżet. – Mamy jeszcze jedno wyjście, możemy doprowadzić do wyborów przez trzykrotną nieudaną próbę powołania rządu – zauważa lider rozmówca z PiS. Ale z tonu rozmów z politykami tego ugrupowania, ale też Porozumienia i Solidarnej Polski, widać, że traktują to jako ostateczność. – Przeciwko takiemu scenariuszowi świadczy chociażby to, że PiS szedłby na wybory po ustawie o ochronie zwierząt, uderzającej w interesy wsi. Choć nie można wykluczyć tego scenariusza i argumentem nie jest, że Kaczyński przedterminowe wybory w 2007 r. przegrał. Pamięta o tym, ale to nie musi go blokować – podkreśla Rafał Matyja.
Wiosną nie udało się złamać Porozumienia, mimo że nie jest ono tak zwarte jak ziobryści