Senat zdecydował w piątek w głosowaniu o odrzuceniu w całości nowelizacji ustaw sądowych, która rozszerza odpowiedzialność dyscyplinarną sędziów i wprowadza zmiany w procedurze wyboru I prezesa Sądu Najwyższego. Za odrzuceniem ustawy zagłosowało 51 senatorów, 48 było przeciw, nikt nie wstrzymał się od głosu. Wcześniej za odrzuceniem noweli opowiedziały się senackie komisje: ustawodawcza oraz praw człowieka, praworządności i petycji.

Podczas briefingu prasowego Grodzki poinformował, że podpisał dokumenty informujące prezydenta Andrzeja Dudę, premiera Mateusza Morawieckiego i marszałek Sejmu Elżbietę Witek, że Senat odrzucił tzw. ustawy sądowe. Dodał, że jest to standardowa procedura informowania władz państwa.

"Po czterech latach reformowania wymiaru sprawiedliwości, efekty są odwrotne od oczekiwanych, czyli oczekiwanie na proces (sądowy) jest dłuższe, opłaty sądowe są większe, sędziowie są zarzuceni mnóstwem administracyjnej pracy, którą mogliby spokojnie wykonać pracownicy niższego rzędu" - ocenił marszałek Senatu. "Ta ustawa przypomina gaszenie pożaru poprzez polewanie ognia benzyną" - dodał.

Reklama

Jak podkreślił, jeżeli wyroki przestaną zapadać w sądach, a zaczną zapadać za drzwiami gabinetów politycznych, to znaczy, że uczyniliśmy wielki krok w kierunku Białorusi.

Jego zdaniem, "tu nie chodzi tylko o ustawy sądowe". "To było pewne starcie cywilizacyjne, panie i panowie senatorowie byli tego całkowicie świadomi i dlatego podjęli taką, a nie inną decyzję. Teraz ustawa wraca do Sejmu, zobaczymy, co z nią dalej będzie" - stwierdził Grodzki.

Na uwagę, że wiele wskazuje na to, iż większość sejmowa przegłosuje znowelizowane ustawy sądowe raz jeszcze, marszałek Senatu odparł: "Wszystko będzie w rękach pana prezydenta".