Oszczędzać, aby wydawać? Nie, jeśli trzeba rozruszać gospodarkę.
Rośnie nacisk na rząd Angeli Merkel, aby porzucił zasadę zrównoważonego budżetu i zaczął wspierać gospodarkę za pomocą luźniejszej polityki fiskalnej. Do chóru złożonego z Europejskiego Banku Centralnego i Międzynarodowego Funduszu Walutowego dołączyli sami Niemcy. I to tacy, po których trudno by się spodziewać sentymentu do deficytu.
W największe zdumienie inwestorów i obserwatorów niemieckiej sceny politycznej wprowadził Wolfgang Schaeuble – były minister finansów i główny architekt polityki nadwyżek budżetowych. Schaeuble, który dziś jest przewodniczącym Bundestagu, powiedział, że warto ponownie zastanowić się nad przyjętymi zasadami prowadzenia polityki finansowej, aby sprostać nowym wyzwaniom wynikającym z dwóch nowych trendów: zmiany klimatu i digitalizacji. Schaeuble, przemawiając na spotkaniu z przedsiębiorcami w Berlinie, powiedział, że potrzebna jest wola, aby zakwestionować tradycyjny model, w którym najpierw oszczędzamy, a dopiero potem inwestujemy. Bo okazuje się, że ten model nie jest wystarczająco dynamiczny w kontekście zmian, które zachodzą wokół nas. Schaeuble dodał, że nie chodzi o to, aby przesadzać, ale o to, żeby zdobyć się na większą elastyczność i większą odwagę.
Takie słowa wypowiedziane przez akurat tego człowieka mogą po pierwsze zaszokować, ale po drugie także sporo zmienić. Schaeuble ma ogromny autorytet w chadecji. Niewykluczone, że stoją za nimi kalkulacje polityczne, bo kiedy były minister finansów powołuje się na konieczność walki ze zmianami klimatycznymi, to nie sposób tego nie skojarzyć z ostatnimi sondażami, w których Partia Zielonych dogoniła koalicję CDU/CSU, a zdaniem analityków politycznych jej popularność rośnie na fali niezadowolenia z dotychczasowych posunięć rządu właśnie w kwestiach ekologicznych.
Reklama
Ostatni pakiet pomysłów związanych z walką ze zmianami klimatu został oceniony jako zbyt skromny, natomiast wynikało to z ograniczeń związanych z finansami państwa. Wygląda jednak na to, że dla Niemców kwestia ochrony klimatu staje się ważniejsza od nadwyżek budżetowych. A skoro tak, to politycy idący w ślad za elektoratem śmielej myślą o tym, żeby odważyć się na deficyt budżetowy, uzasadniając to jednocześnie potrzebą większych wydatków na cele ekologiczne.
Dla większości apelujących od dawna o ten deficyt sprawy klimatyczne akurat kluczowe nie są. Chodzi im bardziej o rozruszanie gospodarki, która prawdopodobnie już teraz jest w recesji. Tak przynajmniej prognozuje renomowany niemiecki instytut DIW, który uważa, że niemiecki PKB po spadku o 0,1 proc. w II kwartale spadł o 0,2 proc. w III kwartale.
Dieter Kempf, szef organizacji pracodawców BDI, apeluje do niemieckiego rządu, aby ten porzucił nadwyżki budżetowe i zaczął prowadzić luźniejszą politykę fiskalną, ponieważ kraj bardzo potrzebuje dużych państwowych inwestycji w edukację i infrastrukturę cyfrową. Kempf twierdzi, że kiedyś dyscyplina budżetowa wymagała poprawy, ale czasy się zmieniły, wzrost gospodarczy się skończył, kraj wymaga dużych inwestycji, a przy okazji rząd ma świetne warunki na rynku, bo może pożyczać pieniądze przy ujemnych stopach procentowych. Dlatego też zdaniem Kempfa rząd powinien zacząć emitować nowy dług.
To z kolei mogłoby złagodzić kolejne źródło frustracji zwykłych obywateli, czyli rekordowo niskie stopy procentowe, przy których oszczędzanie w banku traci sens. Jedną z przyczyn tego, że stopy procentowe w strefie euro są poniżej zera, jest niezwykle łagodna polityka monetarna, za pomocą której EBC próbuje ożywiać koniunkturę. Nie musiałby jednak obniżać ich aż tak nisko, gdyby miał wsparcie w równie łagodnej polityce fiskalnej. Rentowność niemieckich obligacji jest głęboko ujemna, ponieważ popyt na nie ze strony funduszy emerytalnych, firm ubezpieczeniowych i innych instytucji, które muszą mieć w swoich portfelach instrumenty bezpieczne, jest znacznie większy niż podaż ze strony Ministerstwa Finansów. Gdyby więc rząd w Berlinie zaczął znów emitować nowy dług, zwiększając podaż, rentowność obligacji mogłaby wzrosnąć, czyli stać się mniej ujemna, a może nawet ponownie dodatnia. To z kolei zmniejszyłoby presję w bankach na obniżanie oprocentowania depozytów. ©℗