Szanowny Panie, na wstępie przepraszam, że prezes piszę małą literą, ale przez duże „P” jest w Waszym obozie patriotycznym tylko jeden Prezes. Pan wie który, de facto to od niego zależy, jak długo pozostanie Pan prezesem Najwyższej Izby Kontroli.
DGP
Magazyn DGP 27.09.19 / Dziennik Gazeta Prawna
Reklama
Nie było okazji pogratulować Panu powołania na nowe stanowisko, a tu już urlop. Widziałem w telewizji, że pogratulował Panu redaktor Bertold Kittel, więc przyłączam się. Nie zazdroszczę tego zamieszania z kamienicą, ale zazdroszczę umiejętności łatwego nawiązywania relacji interpersonalnych i budowania przyjaźni.
Sam poznałem kilku polskich bohaterów, żołnierzy Armii Krajowej także, ale żaden nie dał mi kamienicy, co nie znaczy, że znajomości te nie były dla mnie cenne. Były bezcenne i cieszę się, że mogłem im podziękować za walkę o niepodległą Polskę. W sumie to więcej niż jakaś tam nieruchomość. Nieruchomości, jak wiadomo, szczęścia nie dają, choć warto je mieć. Przy okazji spytam, co z tym domem pielgrzyma i funduszami unijnymi na inwestycję w otwarcie centrum hotelowo-szkoleniowego?

Reklama
Pana przykład pokazuje, że posiadanie kamienicy frajdy nie daje. Dziennikarze się czepiają, totalna opozycja totalnie krytykuje, a CBA przez to wszystko zamiast ścigać korupcję, to od prawie roku czyta Pańskie oświadczenia majątkowe. Biznes, z tego co Pan mówił, też nie jest to szczególny, bo 3,3 tys. zł miesięcznie czynszu za 400 mkw. to niewiele. Na kawalerce w centrum Warszawy można zarobić więcej, a frasunków znacznie mniej. Mam nadzieję, że nie będzie Pan miał kłopotów ze zreformowaną i skuteczną Krajową Administracją Skarbową, a ta nie uzna, że zaniżanie czynszu było celowe.
Przecież powiedział Pan, że i tak miał dostać całą sumę w ostatecznym rozliczeniu za sprzedaż kamienicy. Jakby coś, to instytucja czynnego żalu działa, zaś za zasługi dla skarbowości jest pewnie szansa, że zostanie Pan potraktowany sprawiedliwie. Mam też nadzieję, że nie pozna Pan na własnej skórze klauzuli ogólnej obejścia prawa podatkowego, bo to miał być tylko straszak na tych, którzy próbują uniknąć rozliczenia z fiskusem. Przy okazji spytam o uczucia: jak Pan myśli, co teraz czuje 60 tys. urzędników skarbowych, słuchając Pana wyjaśnień?
Czytam, że niektórym trudno uwierzyć, że odbiera Pan telefon od osób związanych z półświatkiem, parających się rzekomo sutenerstwem, i że zasadniczo nie przystoi to Pańskiej (ówczesnej) pozycji wyższego urzędnika państwowego i to jeszcze pełnomocnika rządu ds. zwalczania nieprawidłowości finansowych, który przestępców ma ścigać. Ale niech pierwszy rzuci kamieniem ten, kto zawsze wie, kto dzwoni, a odbieranie jest zawsze kulturalne. Nikt, wsiadając do autobusu czy tramwaju, też nie wie, czy jedzie z nim były lokator zakładu penitencjarnego, czy aktywny w branży rajfur.
Przy okazji jestem ciekaw jednak – bo mówił Pan tak w mediach, że prowadzenie hotelu na godziny to nic złego – czy pańscy byli podwładni to przypadkiem takich przybytków nie kontrolują? Ja to bym podejrzewał, a podejrzliwy jestem, że tam jakaś nierejestrowana działalność gospodarcza się odbywa, i to z tych o charakterze płciowym.
Mam nadzieję, że Pana kamienicy nigdy smutni kontrolerzy nie odwiedzali, bo choć hotelowy biznes do Pana nie należał, to budynek już tak. Ktoś nieprzychylny Panu mógłby dojść do wniosku, że wiedział Pan, co tam się dzieje. Przecież nie dostałby Pan od ABW certyfikatu, który daje dostęp do największych tajemnic państwa, gdyby wiedział Pan, jaki biznes jest prowadzony w krakowskiej kamienicy. Takiego dostępu nie może dostać pierwszy lepszy z ulicy.
Dziwi mnie, że Pana nie dziwi ta działalność na godziny. Przyznam, że bywałem w hotelach, ale tam godziny układały się zawsze w dobę hotelową. Pewnie jak godziny są w hurcie, to doba wychodzi taniej, więc może ten biznes na godziny to faktycznie lepszy pomysł. Niestety, nie jestem tak przedsiębiorczy jak ludzie, którym Pan wynajął kamienicę. Przypomniałem sobie jednak historię z handlem papierosami na sztuki koło mojego liceum. Kioskarz faktycznie zarabiał na tym więcej, a że miał działalność blisko szkoły średniej, to podaż spotkała się z wielkim popytem. Jednak proceder ten ukrócił dzielnicowy. Nie wiem, czy prowadził jakąś grę operacyjną wobec kioskarza, czy był to zakup kontrolowany, ale biznes się skończył. Dzielnicowy był sympatyczny i skuteczny, ale nie wiem, czy dałby sobie radę z hotelem na godziny. Daleko mu do funkcjonariuszy elitarnej służby antykorupcyjnej.
Cieszę się też, że hipoteka na 2,5 mln zł, jaką została obciążona kamienica, to zabezpieczenie kredytu nie Pana, ale syna, a właściwie to firmy, której jest udziałowcem. Ma Pan chyba jednak sporą lukę w oświadczeniu majątkowym i trzeba będzie pewnie w tej sprawie poczekać na rozstrzygnięcie odpowiednich organów państwa, bo chociaż hipoteka jest rzeczowa, a nie pieniężna, to pierwszy kontroler skarbowy RP, a teraz urlopowany pierwszy kontroler całego państwa, powinien być do przesady transparentny.
Kończę już i przepraszam, że zawracałem głowę. Mam nadzieję, że jakoś wszystko się ułoży i znów będzie Pan „pancernym Marianem”, a nie „kryształowym Marianem”, jak to określił Pana marszałek Senatu Stanisław Karczewski. Kryształ strasznie kruchy jest. Pancerz zawsze można próbować łatać.
Życzę udanego urlopu i tego, aby z domniemania niewinności, została sama niewinność. Mam nadzieję, że urlop będzie możliwie jak najkrótszy, ale wiem, że to niekoniecznie dobra dla Pana wiadomość. Mam jeszcze prośbę o spotkanie. Wiem, że dostał Pan grad pytań od mediów, ale z tego, co śledzę, to odpowiedział Pan tylko na te, które zadały media publiczne. Ja mam jednak inne.
Z poważaniem.