Układ sił w nowej Komisji Europejskiej pokazuje, że priorytetem na następne pięć lat we Wspólnocie będą klimat i praworządność.
Ursula von der Leyen, która od listopada pokieruje Komisją Europejską, od samego początku zapowiadała, że rozdzielając teki, będzie chciała zachować parytet płciowy i geograficzny. Dlatego wczoraj nasz region, który został pominięty wcześniej, kiedy obsadzono najwyższe stanowiska w europejskich instytucjach – w samej KE otrzymał kilka ważnych obszarów. Przede wszystkim na ośmiu nominowanych przez nią wiceprzewodniczących połowa pochodzi z krajów tzw. nowej UE. Łotysz Valdis Dombrovskis będzie zajmować się ekonomią i usługami finansowymi oraz znajdzie się obok Dunki Margrethe Vestager i Holendra Fransa Timmermansa w gronie wiceprzewodniczących wykonawczych. Czeszka Věra Jourová zostanie wiceprzewodniczącą odpowiedzialną za wartości podstawowe i przejrzystość. To oznacza, że to do niej trafi praworządność, którą ma się zajmować w kooperatywie z Belgiem Didierem Reyndersem. Słowak Maroš Šefčovič, który po raz drugi zostanie wiceprzewodniczącym KE, a po raz trzeci komisarzem, będzie nadzorować współpracę międzyinstytucjonalną i prognozowanie. Chorwatka Dubravka Šuica jako wiceprzewodnicząca będzie odpowiedzialna za demokrację i demografię. Stanowisko zastępcy szefa KE dla kandydatki Zagrzebia to wyraźny ukłon von der Leyen w stronę Andreja Plenkovića, chorwackiego premiera należącego razem z nią do Europejskiej Partii Ludowej, który miał duży wkład w jej nominację. Z kolei ważna energetyczna teka, o którą starał się również polski rząd, trafi do Estonki Kadri Simson, bo von der Leyen chciała przydzielić to portfolio jednemu z krajów bałtyckich. Polak Janusz Wojciechowski otrzyma rolnictwo, o które nasz rząd zabiegał, a Węgier László Trócsányi – rozszerzenie i politykę sąsiedztwa. Powody do zadowolenia ma również Rumunka Rovana Plumb, która dostanie transport. Bukaresztowi bardzo zależy na tym, by nowe unijne przepisy regulujące pracę kierowców ciężarówek nie uderzyły w rumuńskich przewoźników drogowych. Nowa KE będzie mogła jeszcze poprawić pakiet mobilności, nad którym prace zmierzają ku końcowi.
Tymczasem Frans Timmermans, twarz sporu o praworządność, zamieni tekę praw podstawowych na klimat. To on jako wiceprzewodniczący wykonawczy ma być architektem nowego „zielonego porządku” – ambitnej polityki klimatycznej, którą zapowiedziała von der Leyen jeszcze przed swoją nominacją na przewodniczącą KE. Oznacza to, że chociaż Timmermans będzie musiał wycofać się z linii frontu w walce o praworządność z rządem PiS, szybko może otworzyć nowy, na polu polityki klimatycznej. Polska jest jednym z czterech krajów, które zablokowały przyjęcie w UE jako celu neutralności klimatycznej w 2050 r. Warszawa chce gwarancji, że konieczna w tym przypadku transformacja energetyczna nie uderzy w konkurencyjność polskiej gospodarki. Teraz to z Timmermansem polski rząd będzie musiał rozmawiać o utworzeniu funduszu sprawiedliwej transformacji energetycznej, na który pieniądze najprawdopodobniej trzeba będzie wygospodarować w negocjowanym unijnym budżecie.
Reklama
DGP
Proponowany skład Komisji nie pozostawia wątpliwości, że obok zmian klimatycznych zespół von der Leyen będzie równie pryncypialnie podchodził do zasad praworządności. Według zestawienia przygotowanego przez niemiecki dziennik „Die Welt” aż 19 kandydatów to politycy, którzy w kwestii naruszeń zasad państwa prawa mają poglądy zbliżone do Fransa Timmermansa, który zajmował się tematem w kończącej się właśnie kadencji. W nowym składzie za praworządność częściowo odpowiadać będzie wspomniana wcześniej Jourová. Pochodzenie z kraju należącego do Grupy Wyszehradzkiej niewiele w tym przypadku oznacza, bo w poprzedniej roli komisarza ds. sprawiedliwości ostro krytykowała rządy Polski i Węgier za przepisy mogące łamać zasady praworządności. W dbaniu o przestrzeganie unijnych wartości pomagać jej będzie Belg Didier Reynders, któremu przypadła teka sprawiedliwości. Ten prawnik, dyplomata i minister w belgijskim rządzie jako komisarz sprawiedliwości może stać się Timmermansem w wersji turbo. To właśnie rząd, w którym Reynders obecnie jest ministrem obrony i spraw zagranicznych, naciskał w UE na nowy mechanizm ochrony praworządności. Polityk z dużym doświadczeniem rządowym uważany jest za bliskiego współpracownika francuskiego prezydenta Emmanuela Macrona. A ten regularnie krytykuje polskie władze.
Zaproponowany skład Komisji zwiększa znacznie prawdopodobieństwo, że Bruksela będzie chciała szybko wprowadzić mechanizm kontroli stanu praworządności w krajach członkowskich. Za takim rozwiązaniem opowiedziała się sama von der Leyen zaraz po otrzymaniu nominacji od Rady Europejskiej. Żeby uniknąć sprzeciwu Polski i Węgier, które w ostatnich latach były w tej sprawie na celowniku, mechanizm ma zawierać reguły, którym podlegać będą wszystkie kraje Wspólnoty. Nie bez znaczenia jest fakt, że w Niemczech, kraju szefowej Komisji, w trakcie majowej kampanii wyborczej do europarlamentu wszystkie partie poza populistyczną Alternatywą dla Niemiec popierały uruchomienie takiego mechanizmu. Od tego, na ile klarowny plan wprowadzenia mechanizmu pojawi się w programach kandydatów na komisarzy odpowiadających za praworządność, zależeć może poparcie dla gabinetu von der Leyen europejskiej frakcji socjaldemokratów. Niemieccy socjaliści nie poparli w lipcu jej kandydatury, oficjalnie uzasadniając decyzję zbytnim zbliżeniem się przyszłej szefowej KE do rządów Polski i Węgier.