Kanclerz Angela Merkel przyznała w piątek, że rozmawiała z premierem Polski Mateuszem Morawieckim przed głosowaniem w sprawie wyboru Ursuli von der Leyen na przewodnicząca Komisji Europejskiej.



"Rozmawiałam właściwie z szefami wszystkich rządów na temat tego, jak ich posłowie mogą się przyczynić do umożliwienia wyboru Ursuli von der Leyen w Parlamencie Europejskim. Również z premierem Polski - Morawieckim" - powiedziała Merkel na konferencji prasowej w Berlinie.

Dodała też, że były kontakty w tej sprawie na poziomie partii. Według informacji medialnych do poparcia von der Leyen prezesa PiS Jarosława Kaczyńskiego miał w Warszawie namawiać sekretarz generalny CDU Paul Ziemiak.

Reklama

Szefowa niemieckiego rządu powiedziała też, że w rozmowie z Morawieckim wyraziła niezrozumienie dla sytuacji w PE, kiedy była polska premier Beata Szydło po raz drugi nie została wybrana na szefową jednej z komisji.

"Wykorzystywanie dostępnych większości, żeby wykluczać ludzi z partii, które politycznie się nie podobają, uważam, na podstawie doświadczenia jakie mam z niemieckiego Bundestagu, za nietypowe" - oznajmiła. Zastrzegła jednocześnie, że nie ma niemieckiej dominacji w Europie. "Niemcy są częścią Europy" - podkreśliła.

Reklama

Przypomniała też, że decyzje w Radzie Europejskiej muszą być najczęściej podejmowane jednomyślnie i że głosy mniejszych krajów liczą się tak samo, jak dużych. "Niemcy same nie mogą ani czegoś powstrzymać, ani o czymś zdecydować" - dodała.

Zdaniem kanclerz Merkel wybór Ursuli von der Leyen na stanowisko przewodniczącej Komisji Europejskiej, to dobra wiadomość dla UE. "Europa musi być zdolna do działania" - powiedziała opowiadając się też za przedłużeniem terminu brexitu, jeśli będzie to konieczne.

"Jeśli Wielka Brytania będzie potrzebowała jeszcze więcej czasu, to powinniśmy jej dać ten czas" - uznała. Podkreśliła też, że przyszłe relacje z W. Brytanią będą zależały od kierunku, jakie obierze nowy premier tego kraju wobec Unii Europejskiej.

Niemiecka kanclerz wyraziła też zatroskanie z powodu działań Rosji polegających na wspieraniu partii prawicowych i populistycznych w Europie.

"Partie zorientowane na prawo, populistyczne, doświadczają silnego wsparcia w tej czy innej formie ze strony Rosji. Jest to powód do niepokoju. Zawsze angażowałam się i nadal będę to robić, na rzecz dobrych stosunków z Rosją. Mimo to należy widzieć rzeczywistość. A rzeczywistość jest inna, niż bym sobie życzyła" - stwierdziła.

Odpowiadając na pytanie o wspólną politykę migracyjną UE Merkel zdecydowanie wypowiedziała się przeciwko sankcjom wobec krajów, które nie chcą w niej uczestniczyć.

"Sankcje nic nam nie dają. Potrzebujemy wspólnych rozwiązań. Siedzenie z maczugą przy stole negocjacyjnym okazało się nieskuteczne. Potrzebujemy politycznego rozwiązania" - podkreśliła.

Kanclerz powiedziała też, że rozumie pytania o stan jej zdrowia. Zapewniła jednocześnie, że jest w stanie pełnić funkcję szefowej rządu. W ostatnim miesiącu miała trzy razy napady drgawek.

Merkel powtórzyła, że w 2021 r. wycofa się z życia politycznego. Wyraziła też nadzieję, że socjaldemokratyczna SPD, która przechodzi wewnętrzny kryzys, dotrwa do końca kadencji w koalicyjnym rządzie.