Zaczyna się okres, w którym wyborca przechodzi w ręce politycznych technologów. Ci będą robili wszystko, aby nie zapomniał o emocjach, a dał wolne rozumowi. PiS i Koalicja Europejska typują właśnie nośne tematy, w których zdecydowana większość elektoratu podziela zdanie danego ugrupowania. To one mają być kampanijnymi motorami, bez względu na ich związek z rzeczywistością.
W efekcie, jeśli dziś większość Polaków jest zadowolona z UE, to opozycja będzie uderzała w PiS wizją polexitu. Z kolei PiS ma dowody, że konserwatywne społeczeństwo będzie zaniepokojone wizją spełniania postulatów środowisk LGBT w edukacji. Stąd nowa kampanijna linia tego ugrupo wania uderzająca w Koalicję Europejską (KE). Zresztą ten temat instrumentalizuje także opozycja. Jeszcze wcześniej sztabowcy PO wymyślili, że porozumienie w Warszawie ze środowiskami LGBT będzie zręcznym ruchem odbierającym poparcie Wiośnie Roberta Biedronia.
PiS i KE fundują nam właśnie wojnę o centrum. Dwie koalicje będą walczyły o głosy – jak lubią mówić politycy – zwykłych czy też normalnych Polaków. Sugerując przy okazji, że konkurencja i jej wyborcy normalni nie są. Pisząc o centrum, niekoniecznie mam na myśli ludzi o centrowych poglądach. Raczej sporą grupę elektoratu, dla którego kwestie ściśle polityczne nie są pierwszoplanowe, a który dokonuje wyborów pod kątem troski o byt własny i rodziny.