Sprawcą napaści na prezydenta Pawła Adamowicza jest notowany wcześniej mieszkaniec Gdańska, Stefan W. W 2014 roku został skazany na 5,5 roku pozbawienia wolności.

Rzeczniczka KGP w Gdańsku podała, że sprawca, 27-letni mieszkaniec Gdańska, Stefan W. był już notowany za przestępstwa przeciwko życiu i zdrowiu.

W 2013 roku mężczyzna napadł na trzy gdańskie placówki SKOK-ów i na bank Crédit Agricole. W maju 2014 r. przed Sądem Okręgowym w Gdańsku odbył się proces Stefana W. i Tobiasa Ł. oskarżonych o napady na bank. Główny oskarżony, Stefan W. miał zorganizować serię napadów na placówki SKOK - relacjonowały trójmiejskie media. Obok W. oskarżonym o pomoc w napadzie był Tobias Ł. - pisał "Dziennik Bałtycki".

Stefan W. napadł z bronią na cztery gdańskie placówki bankowe. "Wyciągał wtedy zza pasa spodni broń (rewolwer na naboje hukowe lub wiatrówkę), po zastraszeniu personelu zabierał z kasy pieniądze" - relacjonowała proces w 2014 roku trójmiejska "Gazeta Wyborcza". Jak pisała "GW" ze zrabowanych 15 tys. zł udało się odzyskać tylko 2,5 tys. zł.

Reklama

Stefan W. został skazany na pięć lat i sześć miesięcy więzienia (Tobias Ł. dostał wyrok łagodniejszy - 22 miesiące). Zasądzono mu też spłatę ponad 30 tys. zł: składała się na to grzywna, koszta sądowe, naprawienie szkody oraz nawiązki po pięć tysięcy złotych dla trzech poszkodowanych pracownic banków, które w wyniku napadów doznały rozstroju nerwowego.

Reklama

Na miejscu przestępstwa policja zabezpieczyła nóż oraz identyfikator jaki noszą pracownicy mediów. Na razie nie wiadomo jak Stefan W. wszedł w jego posiadanie. Ale prawdopodobnie jego posiadanie zmyliło służby pilnujące bezpieczeństwa.

Na nagraniu, które analizuje teraz policja, widać, jak przez scenę przebiega mężczyzna, podbiega do Pawła Adamowicza i uderza go. Później, chodząc po scenie, podnosi w górę ręce w geście zwycięstwa, ponownie podchodzi do Adamowicza i zabiera mikrofon. "Halo, halo. Nazywam się Stefan (Miłosz?), siedziałem niewinnie w więzieniu, Platforma Obywatelska mnie torturowała, dlatego właśnie zginął Adamowicz" – krzyczał ze sceny, zanim obezwładnili go ochroniarze – wynika z filmów, które zarejestrowały zdarzenie.

Jak podaje PAP, świadkowie zdarzenia widzieli,że człowiek, który trzymał nóż, cały czas chodził po scenie. "Ten człowiek, który trzymał nóż, cały czas chodził po scenie" – powiedziała pani Joanna, która była świadkiem ataku na prezydenta Gdańska Pawła Adamowicza. Jej zdaniem ochroniarze zareagowali po dłuższej chwili. Nikt go tak naprawdę nie był w stanie obezwładnić. On chodził i się cieszył" – mówiła.

Pani Joanna w rozmowie z TVN 24 wyjaśniła, że wraz z córką uczestniczyła w "Światełku do nieba" WOŚP. Relacjonowała, że po tym, jak prezydent miasta skończył przemówienie, zaczynało się odliczanie.

"Córka do mnie mówi po chwili: +mamo zobacz, ten pan ma nóż, ten ktoś trzyma nóż+. Ja zwróciłam uwagę, że się ktoś tam po prostu przewrócił, ale nikt z nas nie był świadomy tego, że to był właśnie Paweł Adamowicz. Byłyśmy na tyle przerażone, że tak naprawdę zaraz się stamtąd zwinęłyśmy, odeszłyśmy od sceny" – powiedziała kobieta.

W jej ocenie "jedyne, co było tak naprawdę bardzo widoczne to to, że ten człowiek, który trzymał nóż, cały czas chodził po scenie". "Nikt go tak naprawdę nie był w stanie obezwładnić. On chodził i się cieszył z tego" – podkreśliła.

Zapytana w rozmowie, czy powodem tego była nieobecność służb, czy szok, odparła, że ta sprawa na pewno zszokowała wszystkich, którzy tam stali. "Aczkolwiek policji nie było widać tam żadnej. Tam była firma, która była firmą ochroniarską zewnętrzną, obezwładnili go tak naprawdę młodzi chłopacy z tej firmy" – powiedziała pani Joanna.

Kobieta zaznaczyła przy tym, że reakcja ochrony nastąpiła "po dłuższej chwili". "On chodził po scenie i trzymał nóż w prawym bodajże ręku, jak dobrze pamiętam, i tylko wykrzyczał, że siedział pięć lat w więzieniu przez PO" – dodała. Pytana, czy napastnik zachowywał się agresywnie, odpowiedziała, że on się cieszył. "On się cieszył, że to zrobił. To było widać. To nie był taki agresywny człowiek, który wbiega, coś robi i zaraz ucieka. On po prostu chlubił się tym, co zrobił" – podkreśliła pani Joanna.