W oświadczeniu AI napisano, że „usunięcie siłą posłów do parlamentu z instytucji publicznej jest wydarzeniem bezprecedensowym” i oceniono, że „użycie przemocy wobec opozycyjnych deputowanych stanowi punkt zwrotny”.

W poniedziałek nad ranem troje posłów opozycyjnych zostało siłą wyprowadzonych przez prywatnych ochroniarzy z siedziby publicznego nadawcy MTVA, gdzie weszli w nocy z niedzieli na poniedziałek, domagając się odczytania w eterze 5-punktowej petycji w imieniu uczestników antyrządowej manifestacji.

W petycji zawarto postulaty wycofania nowelizacji kodeksu pracy, nazywanej przez przeciwników "ustawą niewolniczą", zagwarantowania niezależności sądów, niezależnych mediów publicznych, przystąpienia Węgier do Prokuratury Europejskiej oraz zmniejszenia liczby nadgodzin dla policjantów.

Reklama

MTVA poinformował w poniedziałek o złożeniu na policji zawiadomienia przeciwko opozycyjnym posłom z powodu nadużycia pełnomocnictw.

Współprzewodniczący Węgierskiego Komitetu Helsińskiego Andras Kadar ocenił tymczasem we wtorek w telewizji ATV, że posłowie mieli prawo wejść do siedziby telewizji.

Sekretarz stanu ds. kontaktów międzynarodowych Zoltan Kovacs podkreślił w wywiadzie dla telewizji CNN – cytowanym przez węgierską agencję MTI – że opozycja nie reprezentuje większości Węgrów. Dodał, że CNN pokazała wybrane sceny pokazujące domniemaną przemoc ze strony policji, podczas gdy w rzeczywistości była to reakcja na agresywne działania demonstrujących.

Poniedziałek był już piątym dniem protestów na Węgrzech. Demonstracje rozpoczęły się po przyjęciu 12 grudnia przez parlament nowelizacji kodeksu pracy, zwiększającej limit godzin nadliczbowych, a także ustawy powołującej sądy administracyjne podporządkowane ministerstwu sprawiedliwości.

Zgodnie z nowymi przepisami limit nadgodzin został zwiększony z 250 do 400, przy czym ich rozliczanie w formie dodatkowego wynagrodzenia bądź dni wolnych będzie następować w ciągu trzech lat, a nie tak jak obecnie w ciągu jednego roku. Jeśli zaś chodzi o powołanie sądów administracyjnych, które mają rozpatrywać m.in. sprawy związane z wyborami, korupcją i protestami, przeciwnicy wyrażają obawy, że może to zwiększyć polityczną kontrolę nad wymiarem sprawiedliwości.

Z Budapesztu Małgorzata Wyrzykowska (PAP)