Bliski współpracownik Macrona pobił demonstrantów. Po tygodniu od skandalu przyznaje się do błędu

Emmanuel Macron
Emmanuel MacronShutterStock
26 lipca 2018

Były współpracownik prezydenta Francji Emmanuela Macrona Alexandre Benalla, który znalazł się w centrum skandalu po upublicznieniu nagrania pokazującego jak pobił dwoje uczestników demonstracji pierwszomajowej, przyznał się do popełnienia błędu.

"Nie uważam, bym zdradził prezydenta. Uważam, że zrobiłem wielkie głupstwo. I popełniłem błąd" - mówił Benalla w przeprowadzonej w środę rozmowie z francuskim dziennikiem "Le Monde". Jest to jego pierwsza wypowiedź dla mediów od wybuchu afery 18 lipca.

Tego dnia "Le Monde" opublikował nagranie wideo z demonstracji, na którym widać, jak mężczyzna w hełmie policyjnym wyciąga z tłumu i szarpie młodą kobietę, a następnie bije leżącego mężczyznę. Został on zidentyfikowany jako Benalla - wówczas bliski współpracownik Macrona, odpowiedzialny m.in. za ochronę prezydenta.

Afera, która wybuchła w związku z nagraniem, uznawana jest za najpoważniejszy dotąd kryzys dotyczący prezydentury Macrona.

W wywiadzie Benalla podkreślił, że "nigdy nie powinien był pójść na tę manifestację jako obserwator i być może powinien był stać z boku".

Jednocześnie podkreślił, że skandal wokół jego osoby "przysłużył się" tym, którzy chcieli "uderzyć w prezydenta Republiki". Jego zdaniem był on "najsłabszym ogniwem", które wykorzystano do ataku na Macrona. "Ludzie, którzy udostępnili tę informację są wysoko postawieni, (...) politycy i policjanci" - zauważył, zastrzegając jednocześnie, że nie sądzi, by za ujawnieniem sprawy stał szef MSW Gerard Collomb.

We wtorek Macron podczas spotkania z parlamentarzystami ze swej partii i ministrami wziął na siebie pełną odpowiedzialność za współpracownika, podkreślając, że miał do niego pełne zaufanie. Dodał, że jest "rozczarowany" zachowaniem Benalli i czuje się "zdradzony". "Jedynym odpowiedzialnym jestem ja i tylko ja" - zaznaczył prezydent.

Również Benalla, przyznając się do błędu, powiedział, że Macron "miał zaufanie do niego i jego działań".

Początkowo Benalla został zawieszony w pełnieniu obowiązków na 15 dni, po czym pozwolono mu na powrót do pracy. Jednak pod wpływem nacisków opinii publicznej Pałac Elizejski ogłosił w piątek, że zamierza go zwolnić. Tego dnia trafił też do aresztu tymczasowego.

Od momentu ujawnienia afery przedstawiciele policji, w tym również komisarze, mówią, że Benalla często uczestniczył w operacjach utrzymania porządku podczas manifestacji, że nosił opaskę policyjną i że wydawał rozkazy stróżom prawa, którzy podporządkowywali mu się jako urzędnikowi Pałacu Elizejskiego. Pojawiają się pytania dotyczące nadzwyczajnych prerogatyw Benalli oraz dlaczego karę wymierzono mu w tajemnicy, nie informując o tym organów sądowych.

Parlament wszczął dochodzenie w sprawie incydentu, kary dla Benalli oraz działań władz, które zwlekały ze zgłoszeniem sprawy. Wstępne postępowanie wszczęła też paryska prokuratura w sprawie "użycia przemocy przez osobę pełniącą służbę publiczną", "nadużycia stanowiska" i "bezprawnego użycia symboli zarezerwowanych dla władz publicznych".

Autopromocja
381367mega.png
381364mega.png
381208mega.png
Źródło: PAP

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.