Wróbel o reformie sądownictwa: Reforma, histeria i stracona szansa

Jan Wróbel
Jan WróbelDGP / Wojtek Gorski
20 lipca 2018

Spotkałem znajomego, zdarza się. Ćwierć wieku temu miał plan, aby partia polityczna, której był aktywistą, w pierwszym punkcie statutu i chyba programu zadeklarowała: „Istnieje Bóg Wszechmogący”. Z postanowieniem tym wiązały się przeróżne konsekwencje, także dla Wszechmogącego, dziś mój dawny znajomy nie używa wobec polskiej prawicy innych słów niż nieparlamentarne. Gdyby teraz działał w jakiejś partii, to tylko w takiej, która program zaczynałaby od krótkiego: „PiS ma być w pierdlu, Jasna Góra na Madagaskar”.

We współczesnej Polsce chodzi o to, aby zarówno bohater tego felietonu 25 lat młodszy, jak i dzisiejszy, czuli się równouprawnieni – po prostu u siebie. Aby taki stan rzeczy mógł zatriumfować, potrzebny jest system prawny neutralny wobec sprzecznych emocji światopoglądowych. Kiedy upadło cesarstwo rzymskie, resztki prawa rzymskiego działały, ale w ramach sposobu myślenia zwycięskich plemion, zatem każdego sądzono zgodnie z prawem jego ludu. W naszych warunkach oznaczałoby to sądzenie kibiców według prawa zwyczajowego kibiców, lekarzy według kodeksu lekarzy, a górali... i tak dalej. Alternatywą są sądy powszechne, realizujące prawo powszechne i sprawiedliwość w pewien sposób ślepą. Krytycy PiS wmawiają nam, że takie sądy właśnie mamy i jedyne, co niszczy ten dobrostan, to partia Kaczyńskiego. Bardziej zapalczywi posuwają się nawet do fantazji, że środowisko sędziowskie świetnie reformuje się samo, byle tylko mu nie przeszkadzać. W świecie rzeczywistym to środowisko wykorzystujące zachodnie normy praworządności w obronie własnego uprzywilejowanego statusu.

3443305-magazyn-20-07.png
Magazyn 20.07.2018

Autopromocja
381367mega.png
381364mega.png
381208mega.png
Źródło: MAGAZYN Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.