To pierwszy taki przypadek w historii: ONZ rzuciła rękawicę przemytnikom i handlarzom ludzi. To na razie gest symboliczny, jednak lepszy niż całkowita bezczynność, z jaką mieliśmy do czynienia do tej pory.
Najpierw był krótki film, nagrany zapewne telefonem komórkowym. „Osiemset” – słychać głos prowadzącego aukcję. „Dziewięćset, tysiąc, tysiąc sto... Tysiąc dwieście! Sprzedany!” – triumfalnie ogłosił mężczyzna, którego ręka pojawia się na moment w kadrze, oparta na ramieniu młodego Nigeryjczyka, który właśnie zmienił „właściciela”. 1200 libijskich dinarów – równowartość ok. 800 dol. – to dobra cena za „młodego chłopca do pracy w polu”.
Tropem kontrowersyjnego wideo poszli reporterzy stacji CNN, którzy wybrali się do Libii, by szukać handlarzy żywym towarem. Okazało się to łatwiejsze, niż ktokolwiek przypuszczał. Już wkrótce ekipa z ukrytymi kamerami uczestniczyła w błyskawicznie przeprowadzonej aukcji w usytuowanym na dalekich przedmieściach Trypolisu domu. Pod młotek trafiło tam około tuzina mężczyzn. – Ktoś potrzebuje kopacza? To jest kopacz: duży, silny facet. Będzie kopać – zapewniał ubrany w quasi-wojskowy mundur handlarz. „Towar zszedł” w ciągu kilku minut, może dlatego, że niewolnicy byli sprzedawani za pół ceny – wystarczało raptem 400 dol., żeby zabrać ze sobą przybysza z głębi Czarnego Lądu.