Boris Johnson dwukrotnie rozmawiał z Jackiem Czaputowiczem o ustawie o IPN – twierdzi Foreign Office
Reklama
Brytyjski rząd wielokrotnie sprzeciwiał się nowelizacji ustawy o IPN w rozmowach z przedstawicielami polskich władz na różnych szczeblach – przekonywała podczas wczorajszej debaty w Izbie Gmin wiceszefowa resortu dyplomacji Harriett Baldwin. Deputowani dyskutowali o polskiej polityce pamięci.
– Rząd rozumie, jak bolesne jest przypisywanie Polsce zbrodni nazistowskich. W pełni zrozumiała jest obrona przed mylnym przypisywaniem nazistowskich zbrodni państwu polskiemu – przekonywała Baldwin, na co dzień odpowiadająca w Foreign Office za... Afrykę i pomoc rozwojową. – Jednak, jak rząd Zjednoczonego Królestwa podkreślał w prywatnych rozmowach z polskimi partnerami, uważamy, że kryminalizacja jakiegokolwiek aspektu wolnego słowa jest ryzykowna. Zrozumienie każdego problemu odbywa się w drodze debaty i analizy – przekonywała.
Według Baldwin szef brytyjskiej dyplomacji Boris Johnson przedstawił to stanowisko w lutowej i marcowej rozmowie z ministrem Jackiem Czaputowiczem. – To samo przekazywali polskim władzom urzędnicy z Londynu i dyplomaci z ambasady w Warszawie. Pełnomocnik ds. Holokaustu Eric Pickles odbył w ciągu ostatniego roku wiele wizyt do Polski, by rozmawiać na ten temat i przekazywać obawy związane z rewizją historii. Obawiamy się, że prawo napisane do walki ze zniesławianiem może być wykorzystywane do pisania historii na nowo – mówiła wiceminister.
Z inicjatywą półtoragodzinnej debaty wystąpił Alex Sobel z Partii Pracy. Polityk zaczął od złożenia hołdu Polakom ratującym Żydów, żołnierzom AK i członkom „Żegoty”. – Polacy to największa grupa narodowa pośród Sprawiedliwych wśród Narodów Świata. A pamiętajmy, że karą za jakąkolwiek pomoc dla Żydów była śmierć – przypominał. Podziękował też Polakom, którzy uratowali życie jego bliskim. Jednak po tym kurtuazyjnym, choć poruszającym wstępie Sobel wymienił długi spis antysemickich obelg wystosowanych w ostatnim czasie pod jego adresem w e-mailach i na Twitterze.
Khalid Mahmood, minister ds. europejskich w gabinecie cieni Partii Pracy, wsparł obawy partyjnego kolegi. – Wątpliwości budzi, jak ta ustawa będzie interpretowana – mówił. – Może doprowadzić do przepisania historii na nowo, by ją gloryfikować – dodawał inny laburzysta John Mann. Mahmood z kolei przypomniał o nierozwiązanej kwestii zwrotu mienia pożydowskiego, krytykując Foreign Office za brak odpowiedzi na jego zapytanie w tej sprawie.
W obronie rządu w Warszawie stanął torys Daniel Kawczynski, który powiązał brak reprywatyzacji z niewypłaceniem przez Niemcy („jeszcze” – zaznaczył) reparacji wojennych Polsce. Kawczynski, który wyemigrował z Polski z rodzicami jako siedmiolatek, przekonywał, że nowelizacja ustawy o IPN wynika ze słusznego zaniepokojenia używaniem terminu „polskie obozy śmierci”. – Zastanówcie się, jakbyście się czuli jako Polacy, gdybyście takie słowa przeczytali – mówił.
– Ustawa nie miała intencji antysemickich. To jest ustawa mająca wyrażać zaniepokojenie nieprawdziwą, okrutną frazą „polskie obozy koncentracyjne” – mówił laburzysta Stephen Pound. – W Polsce też są antysemici. Ale powiedzenie, że są nimi wszyscy Polacy, daje antysemitom większą siłę, niż na to zasługują. Nie było polskiego Pétaina ani Quislinga. Jestem rozczarowany, że reakcja obecnego izraelskiego rządu była tak niecodzienna pod względem siły – dodawał.
Nowelizacja ustawy o IPN, ostro krytykowana przez Izrael i USA, weszła w życie 1 marca. Prezydent Andrzej Duda, podpisując ją, skierował ją jednak do Trybunału Konstytucyjnego.