Pedro Kuczynski rządził krajem od dwóch lat, ale w tym czasie zdążył uwikłać się w kilka poważnych afer.
Reklama
Kryzys polityczny w Peru, który w ubiegłym tygodniu zmusił do dymisji prezydenta Pedra Kuczynskiego, to kontynuacja opery mydlanej, która ciągnie się już od 2017 r. I będzie się ciągnąć, a jej reperkusje osiągnęły już poziom międzynarodowy. Wszystko zaczęło się w grudniu 2017 r., gdy media ujawniły, że były już prezydent był zamieszany w aferę Odebrechtu, największy skandal korupcyjny Ameryki Łacińskiej. Kuczynskiego oskarżono o to, że jego firma przyjmowała łapówki od brazylijskiego giganta budowlanego w czasie, gdy polityk sprawował już funkcje publiczne. Parlament wszczął procedurę impeachmentu.
Wtedy z pomocą głowie państwa przybył opozycjonista Kenji Fujimori, syn innego byłego prezydenta Alberta Fujimoriego (rządził w latach 1990–2000), uwięzionego za mordowanie opozycjonistów. Kenji zaproponował Kuczynskiemu, że w zamian za ułaskawienie ojca zagłosuje przeciwko impeachmentowi, wyłamując się z linii partii kierowanej przez... jego siostrę Keiko Fujimori. Kuczynski uniewinnił więc byłego dyktatora, motywując decyzję złym stanem jego zdrowia i przedstawiając ją jako przedświąteczny akt miłosierdzia. Nestor rodu Fujimorich opuścił zakład penitencjarny w wigilię Bożego Narodzenia 2017 r. Wywołało to falę protestów, które Kuczynski przedstawiał jako próbę puczu.
Ale głosowanie nad impeachmentem wygrał właśnie dzięki głosom frakcji Kenjiego. Młody Fujimori poparł Kuczynskiego nie tylko po to, by jego 79-letni ojciec mógł wrócić do swojej 900-metrowej willi w stołecznej dzielnicy La Molina. Kenji od dawna miał własne ambicje polityczne i był zmęczony dzieleniem się władzą z siostrą, która w 2016 r. przegrała wybory prezydenckie z Kuczynskim. Kobieta zaś od dawna dystansowała się od ojca, a kiedy jej niepokorny brat zagłosował na korzyść Kuczynskiego, wyrzuciła go z partii. Kenji liczył, że zawrze sojusz z głową państwa i zbuduje własną siłę polityczną, ale w obliczu jego rezygnacji pozostał na aucie.
Tym bardziej że Kuczynski w ubiegłą środę zrezygnował z urzędu właśnie po ujawnieniu nagrań, na których Kenji wraz z prezydenckim prawnikiem przekonują opozycyjnego deputowanego Moisésa Mamaniego, by jego frakcja poparła szefa państwa w kolejnym głosowaniu nad impeachmentem, które planowano na 22 marca. W zamian prezydent miał załatwić pieniądze na rozbudowę dróg w okręgu wyborczym Mamaniego. Mamani nie uległ, a co więcej, zadbał, by kompromitujące nagrania ujrzały światło dzienne. Peruwiańczycy uważają jednak, że Moisés Mamani nie zrobił tego z powodu lojalności wobec partii lub osobistej uczciwości, ale dlatego że więcej zaoferowała mu Keiko Fujimori.
Większość Peruwiańczyków żądała ustąpienia Kuczynskiego już po tym, jak uniewinnił Alberta Fujimoriego, któremu pamiętają stworzenie szwadronów śmierci. Społeczeństwo niespecjalnie zdziwiło się za to stopniem skorumpowania kolejnego przywódcy ich kraju. – W Peru korupcja jest na porządku dziennym. Skorumpowani są urzędnicy, lekarze, policjanci, którzy często wymuszają haracz za drobne przewinienia drogowe, zamiast wypisać mandat. A sama afera „kenjivideos” to tylko walki wewnętrzne skłóconych frakcji fujimoristów, którzy kontrolują kraj, mimo że sam Alberto Fujimori już od dawna nie jest u władzy – mówi jeden z naszych rozmówców z Limy.
Kuczynskiego na urzędzie szefa państwa zastąpił tymczasem dotychczasowy ambasador Peru w Kanadzie Martín Vizcarra, którego głównym zadaniem będzie teraz sformowanie nowego rządu i ustabilizowanie sytuacji w kraju przed zbliżającym się szczytem obu Ameryk w Limie. Dwudniowy zjazd prezydentów ma się rozpocząć 13 kwietnia i ma się na nim pojawić prezydent Stanów Zjednoczonych Donald Trump. Jego obecność stoi jednak pod znakiem zapytania. Dziś już wiadomo, że w związku z kryzysem politycznym w Peru udział w szczycie odwołali prezydenci Kolumbii Juan Manuel Santos i Argentyny Mauricio Macri.
Martín Vizcarra zapowiedział, że będzie się starał przekonać prezydentów, by jednak się pojawili. Zwłaszcza że w Limie ma być omawiany potężny kryzys migracyjny, który dotknął wszystkie kraje Ameryki Łacińskiej w związku z napływającymi masowo Wenezuelczykami, uciekającymi przed głodem i ubóstwem. Oby Peruwiańczycy nie podzielili teraz losów Wenezueli, która w wyniku skorumpowanych i nieudolnych rządów najpierw Huga Cháveza, a potem Nicolása Madury z bogatego, zasobnego w ropę naftowego państwa stała się krajem pogrążonym w poważnym kryzysie gospodarczym, politycznym i humanitarnym.