Szybko okazało się, że Morawiecki zamiast koncentrować się na oczyszczaniu sobie pola do negocjacji nowej perspektywy budżetowej UE po 2020 r., musi zmagać się z największym pożarem w polityce międzynarodowej, który rozpaliła nowelizacja ustawy o IPN. Kryzys w relacjach z Izraelem i USA skupił energię całej ekipy rządzącej. Zamiast grzać się w blasku najlepszych od lat wskaźników gospodarczych i finansowych, szef rządu gasi pożar, do którego zresztą sam dolewał oliwy swoimi wypowiedziami.
Jarosław Kaczyński jest prezesem PiS, ale jego rolę w partii lepiej oddałoby określenie główny akcjonariusz. Zarządza parlamentarną większością za pośrednictwem swoistej rady nadzorczej, jaką jest komitet polityczny. Sam zasiada na jej czele i ma ostatnie zdanie, bo to na jego kapitale politycznym zbudowana jest niemal cała formacja.
Jako główny akcjonariusz wynajmuje do operacyjnego zarządzania CEO, czyli prezesów – premierów. Pierwszy etap powyborczej strategii realizowała Beata Szydło. Strategia wymagała jednak korekt i położenia większego akcentu na innowacyjność w polityce. Dlatego jej miejsce zajął dosłownie i w przenośni menedżer wynajęty z rynku.