29 września 2017 roku Departament Stanu USA zredukował o ponad połowę liczbę personelu w ambasadzie USA na Kubie. Zgodnie z prawem Departament może nakazać dyplomatom wyjechać jedynie na 6 miesięcy. Termin ten upływa w niedzielę, 4 marca, dlatego podjęto decyzję o nowym planie zatrudnienia.

Według Departamentu Stanu od 5 marca 2018 roku ambasada będzie kontynuować pracę z "minimalnym personelem niezbędnym do wykonywania podstawowych funkcji dyplomatycznych i konsularnych" oraz będzie działała jako placówka dyplomatyczna, w której nie mogą przebywać żadni członkowie rodzin personelu ambasady.

"Wciąż nie ma ostatecznych odpowiedzi na źródła lub przyczyny ataków, a dochodzenie w tej sprawie trwa. Zdrowie, bezpieczeństwo i dobre samopoczucie personelu rządowego USA i członków ich rodzin są przedmiotem największej troski sekretarza Tillersona i były kluczowym czynnikiem przy podejmowaniu decyzji o zmniejszeniu liczby personelu, który został przydzielony do Hawany" - poinformował w oświadczeniu Departament Stanu

Reklama

FBI i rząd na Kubie prowadzą śledztwa w sprawie incydentów, które według Departamentu Stanu USA rozpoczęły się pod koniec 2016 roku. W ramach protestu przeciwko temu, że rząd Kuby nie uchronił pracowników amerykańskiej ambasady przed atakami, w maju ub.r. USA nakazały opuszczenie kraju dwóm kubańskim dyplomatom akredytowanym w Waszyngtonie. Hawana określiła postępowanie Waszyngtonu jako "nieuzasadnione".

Strona kubańska zapewnia, że "nigdy nie dokonała jakiegokolwiek ataku na dyplomatów i nigdy tego nie zrobi". Hawana podkreśla, że wprowadzono dodatkowe środki, by chronić amerykańskich pracowników, od kiedy poinformowali oni o incydentach.

W ramach zapoczątkowanej w 2015 roku odwilży w stosunkach między USA a Kubą po ponad 50 latach oba kraje otworzyły swoje ambasady.(PAP)

ron/ mc/