W przedbiegach odpadły Łódź i Toruń - polskie miasta kandydujące do tytułu Zielonej Stolicy Europy. Największe szanse mają Skandynawowie i Niemcy. Najbardziej ekologiczne miasto Europy poznamy 23 lutego podczas ceremonii w Brukseli.

Tytuł Zielonej Stolicy Europy w tym roku przyznawany jest przez Unię Europejską po raz pierwszy. Tak jak Europejska Stolica Kultury czy Europejska Stolica Sportu jest przechodni i trafia do miasta powyżej 200 tys. mieszkańców, które spełnia wyśrubowane kryteria merytoryczne.

W ubiegłym roku do walki o tytuł stanęły 34 miasta, w tym m.in. Helsinki, Lizbona, Praga czy Hannover. Z Polski swój udział zgłosiła tylko Łódź i Toruń. Niestety, w wybranej niedawno finałowej ósemce nie ma naszych reprezentantów. O tytuł walczą jeszcze:

- Amsterdam (Holandia)

- Bristol (Wielka Brytania)

- Kopenhaga (Dania)

- Oslo (Norwegia)

- Sztokholm (Szwecja)

- Freiburg (Niemcy)

- Muenster (Niemcy)

- Hamburg (Niemcy)

Trzeba docenić odwagę Łodzi i Torunia, że w ogóle próbowały znaleźć się w elitarnym gronie. Większość polskich miast nie spełnia podstawowych kryteriów. W Polsce ekologiczne rozwiązania ciągle uważne są za fanaberię, tymczasem Europa Zachodnia stawia na nie od dawna.

Jednym z kryteriów przyznawania tytułu jest wpływ ogólnej emisji metropolii na efekt cieplarniany. W większości polskich miast emisja gazów szklarniowych nie jest w ogóle mierzona.

Ważnym kryterium jest lokalny transport. Wysłużone polskie autobusy nie mają szans z elektrycznymi kolejkami czy metrem. Nawet Warszawa ze swoją linią metra, której schemat mieści się na długopisie, nie może konkurować np. ze Sztokholmem, który transport publiczny ma na tyle rozwinięty, że mieszkańcy sami zagłosowali za wprowadzeniem płatnego wjazdu do centrum dla samochodów osobowych. To rozwiązanie powoli staje się normą na Zachodzie i w polskich zakorkowanych miastach też wkrótce trzeba będzie się nad nim zastanowić.

Niemal w każdym kryterium polskie miasta znacznie przegrywają ze skandynawskimi czy niemieckimi. Budowane za PRL-u skorodowane wodociągi po drodze tracą więcej wody niż dostarczają do mieszkań. Oczyszczalnie (o ile są, bo np. lewobrzeżna Warszawa ciągle jej nie ma) nie wychwytują ze ścieków substancji odżywczych, które przeżyźniają Bałtyk.

Jeszcze gorzej jest w takich kategoriach jak ochrona przed hałasem czy w segregacji śmieci.

Jedyne kryterium, w jakim nie mamy się czego wstydzić, to duże tereny zielone, jak parki czy nawet lasy w obrębie granic miast. To jednak za mało, żeby dostać tytuł Zielonej Stolicy Europy.

jch

Więcej informacji - dziennik.pl