W III RP na czele rządu stało wielu mocniejszych premierów niż on. Jednak jego awans w PiS jest ekspresowy i nie jest wcale pewne, czy już osiągnął szczyt
Mateusz Morawiecki został premierem w rządzie Beaty Szydło. To jedna z wielu złośliwych opinii, jakie pojawiły się po jego zaprzysiężeniu na szefa gabinetu, w którym nie doszło do żadnej rekonstrukcji. Zmiany na ministerialnych stołkach zapowiedziano na styczeń. Dzisiaj więc bardziej pasuje futbolowe porównanie: zmienił się trener, ma kilka tygodni, aby przyjrzeć się szatni i ocenić formę zawodników, ale w tle i tak jest wszechmocny prezes klubu, który ma ostatnie zdanie co do składu.
Nie zmienia to faktu, że od wejścia do drużyny PiS Mateusz Morawiecki awansował bardzo szybko i bardzo wysoko. Zamożny, wykształcony i obyty w świecie prezes BZ WBK, jednego z największych banków w Polsce, ale należącego do zagranicznego kapitału, po październikowych wyborach w 2015 r. został wicepremierem, ministrem rozwoju i architektem polityki gospodarczej rządu. Z punktu widzenia znacznej części elektoratu i wielu polityków PiS to bankster, członek elit III RP, którym formacja Jarosława Kaczyńskiego rzuca wyzwanie, przedstawiając się jako partia zwykłych Polaków.