Autobiograficzny esej „Lata sześćdziesiąte” Jenny Diski zrywa z wieloma stereotypami na temat dekady kontrkulturowej rewolucji. Warto wyciągnąć wnioski na przyszłość.
Ta książka jest ostentacyjnie nieefektowna, jeśli wziąć pod uwagę temat, który w niej podjęto. Jenny Diski, urodzona w 1947 roku brytyjska pisarka, a przy tym aktywna uczestniczka kontrkulturowego zamieszania lat 60. zeszłego wieku, nie proponuje nam ani nostalgicznej apologii tamtej epoki, ani też jej potępienia. Jej esej wychodzi od autobiografii, jest więc raczej osobisty niż generalizujący. Traktuje nie tyle o samych ideach, ile raczej o mniej lub bardziej udanych próbach wcielania ich w życie – czyli o tych, często kłopotliwych, momentach, w których wielkie nadzieje musiały się konfrontować z twardą rzeczywistością, ze zwyczajnym światem, który przecież nieodmiennie darzyły rewolucyjną pogardą. Nie było po II wojnie światowej w dziejach Zachodu ważniejszej dekady (jej granice czasowe są zresztą płynne, od biedy można jej kres wyznaczyć dopiero w połowie lat 70.). Ale punkt widzenia zależy od punktu siedzenia – nie wszędzie wydarzenia miały równie radykalny charakter. Diski twardo trzyma się ziemi być może dlatego, że owe czasy spędziła w Londynie, a nie w Paryżu lub Los Angeles.
Bądź na bieżąco ze zmianami w prawie i podatkach.
Czytaj raporty, analizy i wyjaśnienia ekspertów.
Bądź na bieżąco ze zmianami w prawie i podatkach.
Czytaj raporty, analizy i wyjaśnienia ekspertów.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.