"Zimowa opowieść" to jeden z tych filmów, który chce sprawić, by dorosły widz poczuł się w kinie jak dziecko. Wszystko tu jest piękne, bajkowe i po części znane.
Oglądając, trudno się połapać, czy klimatowi filmu Akivy Goldsmana bliżej do powieści Charlesa Dickensa, wiktoriańskich historii o Draculi czy „Opowieści z Narnii”. O to po części chodziło. Mark Helprin, autor książki będącej literacką inspiracją dla scenariusza „Zimowej opowieści”, twierdzi, że współczesny pisarz nie jest w stanie wymyślić niczego nowego. Może tylko tchnąć na nowo życie w to, co znalazł u swoich poprzedników. Jego najgłośniejsza powieść, która w latach 80. zyskała sporą popularność, w założeniu miała być zlepkiem znajomych wątków, motywów i archetypów. Debiutujący w roli reżysera Goldsman (wcześniej scenarzysta m.in. „Pięknego umysłu” i „Kodu da Vinci”) nadał całości imponującą oprawę wizualną. „Zimowa opowieść” mieni się kolorami i uwodzi grą świateł. Zdjęcia Nowego Jorku zapierają dech w piersiach, a jakby tego było mało, są jeszcze zimowe plenery, neogotyckie pałace i wystawne wnętrza mieszczańskich salonów z belle époque.
Załóż konto lub zaloguj się
i zyskaj dostęp na 14 dni za darmo.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.