Absurdalna operetka „Kochanie, zabiłam nasze koty” według Doroty Masłowskiej w Teatrze Nowym w Poznaniu ma wszelkie dane, by stać się hitem. A potem stanąć w gardle zadowolonej publiczności, bo reżyser Cezi Studniak ani myśli poprawiać jej samopoczucia
Rozbawił mnie ten „Cezi”. Tak naprawdę mamy do czynienia z Cezarym Studniakiem, jednym z najważniejszych dziś aktorów wrocławskiego Teatru Muzycznego Capitol, pamiętnym choćby z ról u Dudy-Gracz, Kościelniaka i Klaty, od przyszłorocznej edycji szefem Przeglądu Piosenki Aktorskiej. Na macierzystej scenie także reżyseruje (m.in. „Rzecze Budda Chinaski”, „Mury Hebronu”), ale tam podpisuje swoje przedstawienia standardowo – Cezary. Tymczasem na gościnnych występach w Teatrze Nowym w Poznaniu dopuszcza może do głosu drugą, bardziej rozwichrzoną część swej osobowości i z przewidywalnego Cezarego przeistacza się w łobuzerskiego Ceziego. Jako Cezi przygotował już wcześniej „Imperium”, gdzie przyglądał się w rytm mocnej muzyki rosyjskiej duszy przeżartej wódką, podszytej wisielczym humorem, ale nieszukającej nadziei. Grane jest to do dzisiaj i cieszy się wzięciem u trudnej poznańskiej widowni, która nie lubi, gdy się jej mówi i śpiewa o nieprzyjemnych rzeczach.
Bądź na bieżąco ze zmianami w prawie i podatkach.
Czytaj raporty, analizy i wyjaśnienia ekspertów.
Bądź na bieżąco ze zmianami w prawie i podatkach.
Czytaj raporty, analizy i wyjaśnienia ekspertów.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.