Zaskakujący sukces: wszak „John Wick” to film właściwie pozbawiony fabuły – całą opowieść wypełnia zemsta tytułowego bohatera na rosyjskiej mafii z Nowego Jorku – a trudno oderwać się od ekranu
Świetne wystylizowane, ironiczne, pełne dystansu kino akcji sytuuje się gdzieś pomiędzy filmami Johna Woo, spaghetti westernami a perfekcyjnie skonstruowaną nawalanką w stylu „Raid”, na dodatek z ukłonami w stronę czarnego kryminału i dzieł Melville’a. Chwilami aż trudno uwierzyć, że reżyser Chad Stahelski debiutuje za kamerą (choć ma za sobą lata doświadczenia w charakterze kaskadera i choreografa scen walki), a scenarzysta David Kolstad karierę zaczął ledwie parę lat temu. Ale może tego było trzeba: zakochanych w kinie prawie debiutantów, którzy nie bali się żadnych ograniczeń. Ich pomysł się sprawdził, nawet jeśli „John Wick” to obraz, który przypadnie do gustu przede wszystkim fanom cyklu „Uprowadzona”. A Keanu Reeves prawdopodobnie właśnie uratował swoją gasnącą karierę.
Załóż konto lub zaloguj się
i zyskaj dostęp na 14 dni za darmo.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.