Michael Bay znowu kręci za grosze. To oczywiście w jego przypadku i tak fura kasy – 26 milionów dolarów – ale budżet „Sztangi i cashu” (cóż za okropny tytuł!) blednie w porównaniu z pieniędzmi, które wydano na hollywoodzkie ekstrawagancje z wygenerowanymi komputerowo, ogromnych rozmiarów robotami.
Bay, Mark Wahlberg i The Rock zrzekli się swoich zwyczajowych astronomicznych honorariów, żeby film – istny kaprys speca od widowiskowych eksplozji, najwyraźniej znudzonego kolejnym rozbuchanym spektaklem dla nastoletniej publiki – mógł w ogóle powstać. Po seansie na usta ciśnie się pytanie: i po co było to wszystko?
Teraz z Płatnościami powtarzalnymi BLIK
zyskasz dostęp do wszystkich treści
za 29 zł / miesiąc przez 3 miesiące
Możesz anulować w dowolnym momencie.
Teraz z Płatnościami powtarzalnymi BLIK
zyskasz dostęp do wszystkich treści
za 29 zł / miesiąc przez 3 miesiące
Możesz anulować w dowolnym momencie.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.