Autopromocja

„Julieta” w kinach: Pedro Almodóvar stracił dystans i dobry humor

Adriana Ugarte w filmie "Julieta"
Adriana Ugarte w filmie "Julieta"Media
2 września 2016

W „Juliecie” Pedra Almodóvara, adaptacji trzech opowiadań Alice Munro, miało być jak w najlepszych dla reżysera latach. Jak wyszło?

2650754-i02-2016-170-196000100.jpg

Jeszcze parę lat temu każdy kolejny film Pedra Almodóvara przyjmowany był z entuzjazmem, oczekiwany jako wydarzenie sezonu. Nic dziwnego, hiszpański reżyser nie tylko stworzył własny styl, kopiowany później wielokrotnie, ale stał się synonimem autora godzącego wyrafinowanie i komunikatywność. I nagle, dosyć nieoczekiwanie coś pękło, coś się przeterminowało. Po nakręceniu przejmującego, autobiograficznego „Złego wychowania” Almodóvar jak gdyby stracił wyczucie. Jako tako broniły się jeszcze „Volver” i „Przerwane objęcia”, ale już na pewno nie dwa najbardziej poronione tytuły w jego filmografii: „Skóra, w której żyję”, a zwłaszcza „Przelotni kochankowie”. Entuzjaści kina zaczęli się wykruszać, krytyka z wolna traciła cierpliwość. Pokazywana bez żadnych fanfar na ostatnim festiwalu w Cannes „Julieta” tematycznie i formalnie była dosyć rozpaczliwą próbą powrotu dawnego mistrza do formy. Wróciły tematy, kolory, emocje stanowiące o sile jego najlepszych filmów. Ale świeżości nie można wypracować. Almodóvar wydaje się dzisiaj bezbronny wobec nowej sytuacji, w jakiej się znalazł. Przestał nadawać ton, stał się kopistą samego siebie. Bezbronność mistrza wydaje mi się ludzka: jest dramatyczna i przejmująca. Co począć, kiedy ulotnił się talent?

Autopromocja
381367mega.png
381364mega.png
381208mega.png
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.