Od ekstazy do autodestrukcji. "Miles Davis i ja" w kinach

Don Cheadle w filmie "Miles Davis i ja"
Don Cheadle w filmie "Miles Davis i ja"Media
5 września 2016

W KINACH | Film Dona Cheadle’a zaczyna się od mocnego uderzenia. Oto dziennikarz „Rolling Stone”, który nachodzi Milesa Davisa (brawurowa rola samego reżysera) w jego domu, zostaje poczęstowany przez mistrza solidnym ciosem w twarz. Choć wydaje się to nieprawdopodobne, obecne w pierwszej sekwencji impet, nieobliczalność i furiacki wdzięk udaje się utrzymać Cheadle’owi przez cały czas trwania seansu.

Bijąca z ekranu pasja pozwala uwierzyć, że realizacja filmu o Milesie stanowi dla reżysera spełnienie życiowego marzenia. Debiutujący po drugiej stronie kamery aktor przygotował się do swojego zadania w najdrobniejszych szczegółach. Przed rozpoczęciem zdjęć uzyskał aprobatę rodziny Davisa, a do zaopiekowania się muzyczną warstwą filmu namówił samego Herbiego Hancocka. Cała ta realizacyjna pieczołowitość nie oznacza bynajmniej, że Cheadle postanowił stworzyć laurkę ku czci mistrza. „Miles Davis i ja” to raczej ekscentryczny kolaż mający za zadanie oddać złożoną osobowość bohatera.

Pozostało 69% treści
Wybierz pakiet i czytaj bez ograniczeń.

Bądź na bieżąco ze zmianami w prawie i podatkach.
Czytaj raporty, analizy i wyjaśnienia ekspertów.
Autopromocja
381453mega.png
381439mega.png
381484mega.png
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.