„Koniec punku w Helsinkach” Jaroslava Rudiša to piękna rzecz o kontrkulturowych rozbitkach w świecie, którego z pewnością sobie nie wymarzyli.
Gdzieś na pograniczu Niemiec i Czech stoi sobie bezimienne miasto – kiedyś, jeszcze za komunizmu, solidnie nadgryzione przez wielki przemysł i górnictwo. Ludzie, którzy po zjednoczeniu Niemiec wyjechali na Zachód, teraz wracają, by zamieszkać w wyremontowanych kamienicach, a pod miastem armia budowlańców ryje autostradowy tunel. Lecz czterdziestolatek Ole donikąd nie wyjechał, żył tu wtedy i żyje teraz, niegdyś był punkowym buntownikiem, obecnie jest właścicielem baru Helsinki, placówki z wąską kartą dań i napitków, mieszczącej się w domu skazanym na wyburzenie. Do Helsinek, niczym do kiosku Harveya Keitela w „Brooklyn Boogie”, ściągają rozmaici oryginałowie, niedobitki kontrkulturowej rewolucji sprzed ćwierćwiecza. Nie ma tu rozdrapywania ran, nie ma kombatanckich przechwałek.
Bądź na bieżąco ze zmianami w prawie i podatkach.
Czytaj raporty, analizy i wyjaśnienia ekspertów.
Bądź na bieżąco ze zmianami w prawie i podatkach.
Czytaj raporty, analizy i wyjaśnienia ekspertów.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.