Autopromocja

"400 batów" Françoisa Truffauta to arcydzieło kina. Niezmiennie od 55 lat

400 batów
400 batówMedia
11 grudnia 2014

Japoński mistrz Akira Kurosawa powiedział kiedyś, że to jeden z najpiękniejszych filmów, jakie widział w życiu. Trudno się z nim nie zgodzić

Zaskakiwać może to, jak pełnometrażowy debiut François Truffauta, czołowego przedstawiciela francuskiej Nowej Fali i znakomitego filmowego autora, opiera się znakowi czasu. Podczas gdy na niektórych z klasyków X muzy na dobre zaległ już kurz, ekranowe przygody Antoine’a Doinela wciąż ogląda się z zapartym tchem. Trudno wskazać chyba jeden prosty powód takiego stanu rzeczy, niemniej jednak nie ma przypadku w tym, że blisko 55 lat po premierze „400 batów” jak bumerang co jakiś czas powraca na ekrany kin.

Film Truffauta, choć z pozoru wydawałoby się oczywisty, kryje w sobie szereg interpretacyjnych ścieżek. To z jednej strony opowieść o toksycznej miłości i o tym, jak łatwo, nawet nieświadomie, można sprawiać sobie ból. Tutaj jego adresatem jest trzynastoletni Antoine (znakomita rola Jeana-Pierre’a Léauda). Chłopak wychowywany jest przez matkę i ojczyma, których chłód i zobojętnienie są powodem kolejnych frustracji, a te wyrażają się poprzez bunt. Zdesperowany i zniechęcony Antoine próbuje zwrócić na siebie uwagę, pozwalając sobie na kolejne występki, ale osiąga efekt odwrotny, jeszcze bardziej pogrążając się w swojej samotności. Truffaut, ubierając swój film w ramy opowieści inicjacyjnej, mówi o odrzuceniu, alienacji. Uczuciach, które dobrze znane były jemu samemu, bowiem postać Antoine’a (powracała zresztą w jego kolejnych filmach) to rodzaj alter ego artysty. Dla przyszłego reżysera, podobnie jak i młodego bohatera, ucieczką od rozczarowującej rzeczywistości było kino. „Często opuszczałem szkołę po to, by w małych paryskich kinach móc oglądać filmy” – wspominał Truffaut. Tę odwzajemnioną zresztą miłość, która była charakterystyczna dla całego pokolenia Nowej Fali, od Chabrola po Godarda, bardzo mocno daje się odczuć, oglądając „400 batów”. Obraz, który zresztą dedykowany był mistrzowi i przyjacielowi François Truffauta, jednocześnie uznawanemu za ojca całego nurtu – André Bazinowi.

Autopromocja
381367mega.png
381364mega.png
381208mega.png
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.