W sprawie katastrofy smoleńskiej toczy się postępowanie, kancelaria premiera jest proszona o różne dokumenty i przekazuje je prokuraturze - powiedziała we wtorek szefowa KPRM Beata Kempa.
Reklama

Kempa była pytana w Polskim Radiu 24, czy polskie służby zawiodły w kwestii katastrofy smoleńskiej. "Oczywiście, ze zawiodły" - powiedziała Kempa. Jej zdaniem, powinny zostać wyciągnięte konsekwencje.

"Największy obowiązek spoczywał po stronie rządu, to on miał wszystkie instrumenty, możliwości, ministrów, całe instrumentarium potrzebne do tego, aby pomagać, szczególnie tam na terenie Rosji" - powiedziała Kempa.

Dodała, że na miejsce katastrofy wysłano konstytucyjnych ministrów, w tym Ewę Kopacz. "To nie był moim zdaniem wolontariusz, to był minister konstytucyjny" - powiedziała Kempa. "Jeśli minister konstytucyjny otrzymywał sygnały albo sam dostrzegał, a powinien dostrzec sygnały jakiegokolwiek bałaganu, jakiejkolwiek nieprawidłowości (...) to moim zdaniem (...) jeśli jest coś takiego jak Rządowe Centrum Bezpieczeństwa - wtedy takie było, jakiś ośrodek koordynacji, wtedy taki ośrodek był - to powinna wszystkie sygnały zgłaszać do takiego ośrodka" - powiedziała.

"Były odpowiedzialne służby takie jak dyplomacja, MSZ, który natychmiast powinien reagować i premier RP natychmiast powinien te służby koordynować, reagować i w odpowiedni sposób wszystkie te sprawy załatwiać. Tak się nie stało i to było też m.in. powodem tego, że dzisiaj po siedmiu latach mamy tego typu bardzo przykre, by nie powiedzieć skandaliczne informacje i sytuacje, które ranią przede wszystkim rodziny. Po raz kolejny ranią rodziny i bulwersują opinię publiczną (...). Pokazują, że my, jako państwo, że państwo polskie nie zdało egzaminu" - powiedziała Kempa.

"Oczywiście powinny zostać wyciągnięte konsekwencje" - podkreśliła. "Tu jest najbardziej władny prokurator, by w tych sprawach rozstrzygać (...) również o tym wiem, że toczy się postepowanie, dlatego że Kancelaria jest proszona o różne dokumenty" - powiedziała Kempa.

Dodała, że są zachowane dokumenty "z czasów Smoleńska". "Te dokumenty są przekazywane do prokuratury, wiec nie będę ujawniać, jakie to są dokumenty, dlatego że jest tajemnica śledztwa. (...) Niech te sprawy się toczą w najbardziej właściwym kierunku wyjaśnienia całkowitego, stuprocentowego tej sprawy, bo państwo polskie jest to winne przede wszystkim ofiarom i ich rodzicom, a także przede wszystkim całemu społeczeństwu" - powiedziała Kempa.

"Z naszej strony jak najbardziej wszystkie żądania prokuratury są wykonywane w terminie i z największą pieczołowitością i skrupulatnością" - zapewniła.

W poniedziałek w TV Republika Święczkowski powiedział, że na przełomie roku okaże się, czy śledztwa okołosmoleńskie będą toczyć się w sprawie, czy też przejdą one w fazę przeciwko osobom. Jak dodał, wiele czynów uległo już przedawnieniu.

Pytany o doniesienia mediów na temat profanacji ciał ofiar katastrofy smoleńskiej Święczkowski podkreślił, że "Prokuratura Krajowa prowadzi intensywne czynności śledcze związane z odpowiedzialnością m.in. urzędników państwowych za zaniedbania czy utrudnianie śledztwa".

Jak podkreślił, osobiście nadzoruje dwa z siedmiu prowadzonych postępowań: chodzi o śledztwa w sprawie tzw. zdrady dyplomatycznej i postępowanie związane z nieprzeprowadzeniem oględzin ciał ofiar katastrofy smoleńskiej.

Zespół prokuratorów z Prokuratury Krajowej prowadzi śledztwa m.in. w sprawie nadużycia zaufania w stosunkach z zagranicą (tzw. zdrada dyplomatyczna - art. 129 Kodeksu karnego), sfałszowania dokumentów przez funkcjonariuszy BOR, niszczenia wraku Tu-154M, który jest dowodem rzeczowym, poświadczenia nieprawdy w protokołach sekcji zwłok sporządzonych przez biegłych z Rosji, jak również znieważenia zwłok ofiar katastrofy. Oprócz tego prokuratorzy analizują materiały dotyczące nieprawidłowości w BOR. Jak podawano w połowie kwietnia, śledztwa toczą się w sprawie, nikomu nie postawiono zarzutów.

Toczy się też śledztwo w sprawie niedopełnienia obowiązków przez funkcjonariuszy publicznych i utrudniania postępowania, polegającego m.in. na nieprzeprowadzeniu sekcji zwłok ofiar katastrofy w Smoleńsku. W tej sprawie przesłuchani zostali m.in. b. minister spraw zagranicznych Radosław Sikorski, b. minister zdrowia Ewa Kopacz, b. naczelny prokurator wojskowy gen. Krzysztof Parulski, z kolei na lipiec wezwany został na przesłuchanie b. premier Donald Tusk, obecnie szef Rady Europejskiej.

W głównym śledztwie Wojskowa Prokuratura Okręgowa w Warszawie postawiła zarzuty dwóm kontrolerom lotów ze Smoleńska (dotychczas nie zdołano im ich przedstawić) oraz dwóm oficerom rozwiązanego po katastrofie 36. Specjalnego Pułku Lotnictwa Transportowego, który zajmował się transportem najważniejszych osób w państwie. PK zdecydowała o nowych zarzutach dla kontrolerów - są podejrzani o "umyślne sprowadzenie katastrofy" z 10 kwietnia 2010 r., postawiła też zarzut pomocnictwa trzeciemu z Rosjan, który był obecny wtedy w wieży kontroli lotów. Wcześniej jeden z kontrolerów był podejrzany o sprowadzenie niebezpieczeństwa katastrofy, a drugi - o jej nieumyślne spowodowanie.

10 kwietnia 2010 roku w katastrofie Tu-154M zginęło 96 osób, w tym prezydent Lech Kaczyński i jego małżonka.