Niemiecki dziennik "Sueddeutsche Zeitung" napisał we wtorek, że w niedzielnych wyborach prezydenckich Francuzi faktycznie zlikwidowali istniejącą od 1958 r. Piątą Republikę. Francja rozpoczyna długi marsz w nieznane - ocenia niemiecki komentator.
Reklama

"Francuzi nie tylko wybrali dwoje kandydatów na prezydenta, lecz zlikwidowali także za pomocą kartki wyborczej Piątą Republikę" - pisze autor komentarza Stefan Ulrich.

"Od jej powstania w 1958 roku władzę sprawowały na przemian mieszczańska prawica i socjalistyczna lewica. Obecnie ich kandydaci otrzymali zaledwie co czwarty głos" - podkreśla dziennikarz "SZ".

"Antagonizm między prawicą a lewicą, który dzielił, ale także porządkował kraj, odszedł w przeszłość. Po Piątej Republice pozostała tylko nazwa. Francja rozpoczyna długi marsz w nieznane - z dużym ryzykiem i wieloma niewiadomymi" - czytamy w "SZ".

Radykalne zerwanie z tradycją ma zdaniem komentatora trzy przyczyny. Jako pierwszą wymienia niezadowolenie Francuzów z rządów prezydenta Francois Hollande'a i jego poprzednika Nicolasa Sarkozy'ego. Obaj mieli wystarczająco dużo władzy, by zmienić kraj i dopasować go do zmieniającego się w zapierającym dech tempie świata, i obaj zawiedli - "Sarkozy przez swoją nadpobudliwość, Hollande przez flegmatyczne usposobienie".

Zarówno socjaliści jak i republikanie wystawili ponadto nieodpowiednich kandydatów. Socjalista Benoit Hamon jest zdaniem Ulricha bezbarwny i za lewicowy, Francois Fillon popełnił natomiast błąd próbując przypodobać się skrajnie prawicowym wyborcom.

Trzecim powodem jest oczywiście "młody człowiek o nazwisku Emmanuel Macron", którego wyborcy nagrodzili za proeuropejskość i odwagę - zauważa komentator.

Wyniki wyborów we Francji rozpoczynają nową turę "epickich zapasów" mających miejsce w wielu krajach. Po jednej stronie stoją reformatorzy w rodzaju Macrona, którzy akceptują to, że "życie jest sztuką dopasowywania się do zmian" i chcą utrzymać system otwartej pluralistycznej demokracji. "Po drugiej stronie walczą reakcjoniści w rodzaju Marine Le Pen, dla których wzorem jest Władimir Putin i którzy dążą do powrotu do świata zamkniętych i autorytarnie rządzonych państw narodowych" - pisze Ulrich.

Europa powinna się radować, że za dwa tygodnie Macron prawdopodobnie zwycięży i zostanie prezydentem. Jednak problemy Macrona nie skończą się na tym - do wyborów w czerwcu musi on przekształcić swój ruch En Marche w skuteczną partię lub w koalicję centrową. Potrzebuje do tego poparcia nie tylko liberałów, lecz także umiarkowanych socjalistów i konserwatystów - czytamy w "SZ".

Niemiecki komentator zauważa na zakończenie, że Macronowi będzie potrzebny "mądry partner w Berlinie". Niemiecki rząd będzie musiał "zrezygnować z samotnej dominacji w Europie i wyjść Francji na przeciw w polityce gospodarczej i finansowej". W przeciwnym razie w 2022 roku Marine Le Pen może rzeczywiście zostać prezydentem - ostrzega Stefan Ulrich w "Sueddeutsche Zeitung".