Największym wrogiem Emmanuela Macrona w II turze wyborów prezydenckich we Francji będzie frekwencja wyborcza, bo głosowanie odbędzie się w długi weekend; ale ma on większe szanse na zwycięstwo - mówi PAP analityk European Policy Centre Yann-Sven Rittelmeyer.

Dla Rittelmeyera wyniki pierwszej tury wyborów prezydenckich we Francji nie były zaskoczeniem. "Sondaże okazały się celne. Oczekiwałem, że (szefowa Frontu Narodowego) Marine Le Pen wejdzie do drugiej tury. Była w sondażach poparcia wymieniana na pierwszym lub drugim miejscu mniej więcej od połowy 2013 roku" - powiedział.

Zdaniem eksperta druga tura wyborów będzie czymś w rodzaju referendum na temat tego, czy Francja pozostanie otwartym krajem. "Macron ma jak dotąd największe szanse, żeby wygrać. Jego największym wrogiem w drugiej turze będzie frekwencja wyborcza. Druga tura wyborów odbędzie się w długi weekend, a 8 maja będzie dniem wolnym we Francji. Będzie więc musiał znaleźć rozwiązanie, żeby zmobilizować swoich wyborców i przyciągnąć nowych wyborców do urn" - podkreślił.

Reklama

Przypomniał, że jak dotąd prawie wszystkie partie polityczne wezwały do głosowania na Macrona po to, żeby przeciwstawić się skrajnej kandydatce i być pewnym, że nie zostanie wybrana na stanowisko prezydenta. "Nie widzieliśmy takich podobnych, demokratycznych reakcji opozycji wobec skrajnego kandydata w 2002 roku, gdy ojciec Marine Le Pen również dostał się do drugiej tury wyborów prezydenckich. Wtedy około 80 proc. wyborców zagłosowało na Jacques'a Chiraca i przeciwko ojcu Marine Le Pen. Tym razem zobaczymy znacznie mniejszy margines między dwoma kandydatami" - powiedział.

W 2002 r. wybory zwyciężył ubiegający się o reelekcję prezydent Chirac, który w drugiej turze pokonał Jean-Marie Le Pena, przewodniczącego Frontu Narodowego. Chirac otrzymał 82,21 proc. głosów. Z kolei pierwszej turze udział wzięło 16 kandydatów i żaden nie przekroczył progu 20 proc. głosów. Pierwszą turę również wygrał Chirac, otrzymując 19,88 proc. Drugie miejsce zajął Le Pen z wynikiem 16,86 proc., wyprzedzając kandydata socjalistów, ówczesnego premiera Lionela Jospina, który zdobył 16,18 proc. Sukces Le Pen spowodował wtedy wielotysięczne protesty uliczne.

Zdaniem Rittelmeyera w najbliższych dniach debata między Marine Le Pen i Emmanuelem Macronem będzie burzliwa. "Macron będzie musiał znaleźć sposób, by przekonać wyborców, aby głosowali na niego i zmobilizować do głosowania przeciwko Le Pen. Nie widzę jednak poważanego zagrożenia, by przegrał drugą turę" - podsumował.

Z oficjalnych rezultatów ogłoszonych w poniedziałek przez MSW wynika, że Macron w pierwszej turze wyborów prezydenckich we Francji zdobył 24,01 proc. głosów, a Le Pen otrzymała 21,30 proc. Konserwatywny kandydat Francois Fillon zdobył 20,01 proc. poparcia, a skrajnie lewicowy Jean-Luc Melenchon 19,58 proc. Socjalista Benoit Hamon otrzymał 6,36 proc. głosów, a nacjonalista Nicolas Dupont-Aignan 4,70 proc.

Kolejne miejsca zajęli: Jean Lassalle (1,21 proc.), Philippe Poutou (1,09 proc.), Francois Asselineau (0,92 proc.), Nathalie Arthaud (0,64 proc.) i Jacques Cheminade (0,18 proc.).

Francuscy konserwatyści i socjaliści już w niedzielę wieczorem zapowiedzieli, że poprą Macrona i apelowali do wyborców o odrzucenie skrajnie prawicowego, eurosceptycznego Frontu Narodowego. Według sondaży "kandydat postępu" Macron pokona 7 maja Le Pen, zdobywając ponad 60 proc. głosów.