Gdy Donald Trump wygrywał wybory prezydenckie, ciesząc się co najmniej pośrednim wsparciem Moskwy, pojawiały się głosy, że nowe otwarcie w relacjach amerykańsko-rosyjskich skończy się w momencie, gdy Kreml po raz pierwszy spróbuje Trumpa oszukać. Na naszych oczach ta teza właśnie się potwierdza.
Amerykański atak na bazę syryjskiego lotnictwa w Szajracie był dla Rosjan ogromnym rozczarowaniem i równie wielką niespodzianką. Tak wielką, że w mgnieniu oka rozsypał rosyjską narrację co do roli Rady Bezpieczeństwa ONZ w konflikcie. Moskwa dotychczas blokowała w tym gremium wszelkie rezolucje potępiające syryjski reżim za kolejne przypadki łamania podstawowych praw człowieka. Po tym, jak Trump wysłał na al-Asada tomahawki, sama zażądała zwołania posiedzenia RB ONZ, by potępić naloty.
Warto było obejrzeć piątkową konferencję prasową rzeczniczki rosyjskiego resortu dyplomacji Marii Zacharowej. Wyszła do dziennikarzy, by odczytać oficjalne stanowisko ministerstwa kierowanego przez Siergieja Ławrowa. – USA poszły na demonstrację siły i na wojskowe przeciwdziałanie państwu, które walczy z międzynarodowym terroryzmem (Rosja ma tu na myśli – tak, tak – Syrię Baszara al-Asada – red.) – mówiła, nie ukrywając zdenerwowania, zupełnie nieprzystającego do wizerunku dyplomaty. Te emocje są dziś emocjami całego rosyjskiego establishmentu.
Załóż konto lub zaloguj się
i zyskaj dostęp na 14 dni za darmo.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.