Francja kończy półroczne przewodnictwo Unii Europejskiej w glorii kraju, który w obliczu niespodziewanych kryzysów stanął na wysokości zadania dzięki talentom politycznym i charyzmie swojego przywódcy, prezydenta Nicolasa Sarkozy'ego.

Kolejne zwoływane przez niego szczyty wywoływały niekiedy złośliwe komentarze o "nadaktywności" francuskiego prezydenta. Tempo działań sprawiło jednak, że UE miała w trudnym półroczu niekwestionowanego lidera walczącego o jej silną pozycję w świecie. Nie było wątpliwości - jak pisze w poniedziałek belgijski dziennik "La Libre Belgique" - że "telefonem do Europy" był w tym czasie telefon do Pałacu Elizejskiego.

Nawet na samym finiszu przewodnictwa Francja nie odpuszcza na scenie międzynarodowej, zwołując we wtorek w Paryżu pilne spotkanie szefów dyplomacji "27" poświęcone napiętej sytuacji na Bliskim Wschodzie.

Podsumowując francuskie przewodnictwo, Sarkozy powiedział w grudniu w Parlamencie Europejskim, że jego "obsesją" było, aby Europa - zarówno w kryzysie gruzińskim, jak i finansowym - była silna i zjednoczona. "Silna to taka, która myśli, ma swe przekonania i nie wystarczy jej siedzieć i obserwować", co decydują inni - tłumaczył.

Dwa kryzysy naznaczyły francuskie przewodnictwo w UE: wojna gruzińsko-rosyjska oraz załamanie rynków finansowych

Zebrał wówczas pochwały i oklaski niemal od wszystkich zabierających głos europosłów, w tym też przeciwników politycznych. "Osiągnął Pan sukces, bo udowodnił swe przywiązanie do projektu europejskiego, choć w to wcześniej wątpiłem. Europa poczyniła za francuskiego przewodnictwa postęp" - powiedział lider socjalistów Martin Schulz.

Dwa kryzysy naznaczyły francuskie przewodnictwo w UE: wojna gruzińsko-rosyjska oraz załamanie rynków finansowych.

Sarkozy dwukrotnie pojechał do Moskwy i Tbilisi, by wynegocjować natychmiastowe zawieszenie broni, oraz, w dalszej kolejności, wycofanie żołnierzy rosyjskich z prawie całego terytorium gruzińskiego poza Osetią Południową i Abchazją. UE - a nie Stany Zjednoczone zajęte kampanią przed wyborami prezydenckimi - zagrała pierwsze skrzypce w zapobieżeniu eskalacji konfliktu.

Ambicją Sarkozy'ego stało się zapoczątkowanie przebudowy światowych finansów

By stawić czoło kryzysowi finansowemu, na naprędce zwołanym w Paryżu szczycie Sarkozy zjednoczył wokół siebie pozostałych przywódców strefy euro, którzy zgodzili się na plan ratowania sektora finansowego w UE w wysokości 1,7 bln euro. Ambicją Sarkozy'ego natychmiast stało się zapoczątkowanie przebudowy światowych finansów. Dla tego pomysłu zyskał poparcie pozostałych 26 krajów UE, a odchodzącego prezydenta USA George'a W. Busha przekonał do zorganizowania w Waszyngtonie szczytu G-20.

Wreszcie - na ostatnim szczycie w Brukseli - francuski przywódca doprowadził do porozumienia w sprawie kontrowersyjnego pakietu klimatyczno-energetycznego, dzięki czemu UE zachowała pozycję lidera w światowych negocjacjach klimatycznych o ograniczeniu emisji CO2 w ramach porozumienia post-Kioto.

Uzyskał też obietnicę Irlandii, że powtórzy referendum w sprawie reformującego UE Traktatu Lizbońskiego, co ma umożliwić jego wejście w życie przed końcem roku 2009.



Polska, Niemcy i inne kraje wywalczyły ulgowe traktowanie dla swoich wrażliwych sektorów

Oczywiście sukces szczytu Sarkozy okupił wieloma ustępstwami. Irlandia dostała gwarancje, że jeśli Traktat z Lizbony będzie ratyfikowany przez całą "27", każdy kraj zachowa prawo do swojego komisarza w Komisji Europejskiej. A ograniczenie składu miało ją wzmocnić i umożliwić większą skuteczność działania zreformowanej UE.

Polska, Niemcy i inne kraje wywalczyły ulgowe traktowanie dla swoich wrażliwych sektorów (Polska - energetyka, Niemcy, Włochy - przemysł energochłonny) w realizacji ambitnego celu redukcji unijnych emisji CO2 o 20 proc. do roku 2020. Obrońcy środowiska uznali to za niedopuszczalne "rozwodnienie" pakietu. Sarkozy bronił ustępstw, twierdząc, że dzięki kompromisowi nowe kraje UE nie będą musiały wybierać między ochroną środowiska a rozwojem gospodarczym.

Krytycy wytykają też, że za spójną, jednolitą odpowiedzią na kryzys finansowy nie poszły skoordynowane działania w walce z wywołaną przezeń recesją. Na grudniowym szczycie przywódcy zgodzili się na unijny plan pobudzania gospodarki wartości ok. 1,5 proc. PKB UE (200 mld euro), ale to każdy kraj ma sam zdecydować - w miarę potrzeb i możliwości - jak chce wspierać inwestycje i popyt.

"Francja dobrze sterowała europejską barką na trudnych wodach"

Między stolicami UE wciąż nie ma pełnej zgody, by w ramach tego planu rozdysponować 5 mld euro na inwestycje w połączenia energetyczne i szerokopasmowy internet z niewydanych środków z budżetu UE w latach 2008-09. Kilkanaście krajów (w tym płatnicy netto, jak Niemcy, ale też Polska) uważają, że środki powinny wrócić do budżetów krajowych, bo ich rządy wydadzą je w bardziej efektywny sposób.

Kontrowersje, jakie wzbudził przedstawiony przez KE plan gospodarczy, pokazują, że Sarkozy nie zdołał do końca przekonać innych przywódców, że "narodowe problemy można rozwiązać tylko poprzez Europę". Z drugiej strony w PE sam powtarzał, że "szaleństwem" byłoby sądzić, iż Europę da się zbudować wbrew narodom. "Zawsze się sprzeciwiałem integryzmowi, w tym integryzmowi europejskiemu" - powiedział.

W walce z kryzysem finansowym działał ręka w rękę z brytyjskim premierem Gordonem Brownem, choć Wielka Brytania nie jest w strefie euro. Media podkreślały różnicę stanowisk w sprawie konkretnych działań między energicznym Sarkozym a rozważną i zdeterminowaną w obronie interesów niemieckiej gospodarki kanclerz Angelą Merkel. Ostatecznie i ona oddała hołd działaniom francuskiego przywódcy, oceniając w Bundestagu, że "Francja dobrze sterowała europejską barką na trudnych wodach".

"Jego charakter jest dostosowany do kryzysów i w pewien sposób było to dla Europy bardzo dobre"

Nowy francuski minister ds. europejskich Bruno Le Maire nie krył w grudniu po objęciu obowiązków obaw, czy w 2009 roku, za czeskiego i szwedzkiego przewodnictwa, gdy zabraknie charyzmatycznego przywódcy w osobie Sarkozy'ego, UE będzie w stanie nadal podążać wytyczoną przez niego drogą "Europy politycznej" czy też "zejdzie na manowce Europy technicznej", z Komisją Europejską ograniczoną do roli "strażniczki Traktatów".

Komentatorzy zarzucają Sarkozy'emu, że nie wszystkie ogłaszane przez niego z pompą kolejne inicjatywy przyniosły oczekiwane rezultaty. Między Gruzją a Rosją sytuacja wciąż jest bowiem napięta, a rosyjscy żołnierze nie opuścili całego gruzińskiego terytorium. Za waszyngtońskim szczytem G-20 nie poszły konkretne decyzje. Zainaugurowana w lipcu z inicjatywy Francji Unia dla Śródziemnomorza, choć z udziałem Izraela i Autonomii Palestyńskiej, w niczym nie zapobiegła rozlewowi krwi na Bliskim Wschodzie. Projekt ten, na którym od początku ciąży konflikt między Izraelem a państwami arabskimi, to w istocie kontynuacja rozpoczętego w 1995 roku tzw. procesu barcelońskiego (Euromed).

Styl francuskiego prezydenta mógł drażnić, ale "jego charakter jest dostosowany do kryzysów i w pewien sposób było to dla Europy bardzo dobre" - przyznała cytowana przez AFP szefowa francuskiego Ruchu Europejskiego Sylvie Goulard. Zastanawiała się jednak, czy na dłuższą metę ten model przywództwa zdałby egzamin, a przede wszystkim czy sam Sarkozy, jako francuski przywódca i orędownik specjalnej roli dużych krajów UE, zniósłby równie ambitne kolejne przewodnictwo. Najwyraźniej nie zamierza on rezygnować z roli lidera. "Będę zgłaszał inicjatywy!" - zapowiedział szczerze w grudniowym wystąpieniu w PE.