Nie ma powodu, bym wycofał się ze słów o "krwi na rękach" polityków PO ws. katastrofy smoleńskiej - powiedział w TVN24 wiceminister obrony narodowej Bartosz Kownacki. Zaznaczył, że nie boi się też procesu, którego wytoczenie zapowiedziała PO.
Reklama

"Nikt nie jest w stanie uciszyć sumienia tych, którzy ponoszą odpowiedzialność za to, co się stało w Smoleńsku. Mogą w różny sposób krzyczeć, kierować pozwy. Mogą przerzucać tę odpowiedzialność na innych, ale mam nadzieję, że gdzieś to sumienie w nich się tli" - powiedział w poniedziałek TVN24 Kownacki. Odniósł się tym samym do swojej wypowiedzi w Sejmie w ub. tygodniu, kiedy to zwracając się do polityków Platformy Obywatelskiej, oświadczył, że "mają oni na rękach krew 96 osób".

Pytany, czy nie boi się tego, że przegra proces, który za wypowiedzenie tych słów chce wytoczyć mu PO, odpowiedział: "Nie boję się tego". Przypomniał, że jeden z posłów PO mówił kiedyś o Zbigniewie Wassermannie (koordynatorze służb specjalnych w rządzie PiS w latach 2005-2007, który zginął w katastrofie smoleńskiej - PAP), że ma na rękach krew Barbary Blidy (polityk lewicy, która popełniła samobójstwo podczas dokonywanego przez ABW przeszukania w jej domu za rządów PiS w 2007 r. - PAP), mimo że ten nie miał nic wspólnego z postępowaniem wobec Blidy. "Jakoś politykom PO nie przeszkadzało to w formułowaniu tego rodzaju sądów. Polityków obowiązuje zasada twardszej skóry" - argumentował Kownacki.

Zapytany, czy nie wycofa się ze słów o "krwi na rękach" i nie przeprosi za nie, odparł: "Nie ma powodu. Uważam, że w Polsce dyskusja powinna się toczyć, czasem bardzo ostra, bo to jest sprawa bardzo poważna. (...) To jest mówienie o odpowiedzialności. O odpowiedzialności tych wszystkich, którzy wokół wizyt prezydenta roztaczali chocholi taniec i dziś, po siedmiu latach od tej tragedii, śmią jeszcze dyskutować na ten temat" - mówił wiceminister obrony.

Podczas poniedziałkowej rozmowy zapowiedział także, że pierwsze samoloty dla VIP zostaną dostarczone w czerwcu tego roku. "To będą na razie małe samoloty. Pierwszy będzie w czerwcu, drugi w lipcu. Mamy nadzieję, że na jesieni 2017 roku polecą z najważniejszymi osobami w państwie" - zapowiedział Kownacki. W następnych miesiącach - mówił - będą kolejne dostawy.

Tłumacząc, dlaczego członkowie Żandarmerii Wojskowej otrzymali specjalne dodatki, mówił: "To jest kwestia bezpieczeństwa wewnątrz kraju. ŻW wykonywała specjalne zadania podczas Światowych Dni Młodzieży, szczytu NATO; to nie jest tak, że to jest kilku funkcjonariuszy, którzy ochraniają tylko ministra obrony narodowej" - argumentował.

Jego zdaniem, były szef MON Tomasz Siemoniak, kwestionując dodatki dla ŻW, próbuje dziś "skłócić żołnierzy różnych formacji i stworzyć atmosferę napięcia w armii". "Dlaczego minister Siemoniak ograniczał strukturę ŻW, kadry ŻW, tak że nie mogła wykonywać swoich zadań, np. związanych z prowadzeniem dochodzeń i śledztw. (...) Dlaczego ograniczono tak tę strukturę, że praktycznie była sparaliżowana. Być może ministrowi Siemoniakowi nie podobało się, że prowadzi w ogóle śledztwa" - mówił Kownacki.

Odniósł się także do opisywanej w mediach sytuacji, w której minister obrony Antoni Macierewicz przechodził przez ulicę w pobliżu Belwederu w asyście Żandarmerii Wojskowej, odpowiedział: "Komu z nas się nie zdarzyło przejść nie na pasach czy na czerwonym świetle? Stawiać tego rodzaju zarzuty ministrowi Macierewiczowi - to jest nieuczciwe. On nie zajmuje się tym, gdzie ma przejść" - mówił Kownacki.