W Wielkiej Brytanii dziennikarze dostali możliwość relacjonowania prac parlamentu już w 1771 r. Dziś dostęp mediów do posłów to standard. Od początku XIX w. brytyjskim mediom wyznaczono także miejsce, z którego mogą obserwować debaty parlamentarne (tzw. press gallery), jak również przestrzeń do pracy. Westminster co do zasady nie ogranicza mediom dostępu do parlamentarzystów; wyjątek dotyczy specjalnego lobby przylegającego do sali obrad Izby Gmin, gdzie posłowie często przebywają przed i po głosowaniach, i gdzie odbywają się kuluarowe rozmowy.
Reklama
Dostęp do lobby mają tylko wybrani przedstawiciele mediów, których obecnie jest ponad 150. System „lobby” był zresztą wielokrotnie krytykowany ze względu na powstawanie zbyt bliskich relacji między polityką a mediami.
Jak wynika z zestawienia dokonanego przez Polską Agencję Prasową, dziennikarzom nie ogranicza się dostępu do parlamentarzystów także w młodszych demokracjach. W Bundestagu przedstawiciele mediów mają nawet swoje osobne wejście, a wstęp zakazany jest tylko w przypadku sali plenarnej i biura przewodniczącego izby (chyba że jest się umówionym na wywiad). Podobnie jest we francuskim Zgromadzeniu Narodowym, a także w Parlamencie Europejskim. Jeszcze luźniejsze regulacje obowiązują w Belgii, gdzie wejście do parlamentu jest możliwe nawet po okazaniu legitymacji dziennikarskiej wydanej przez jedną z centralnych organizacji dziennikarskich.
W Czechach dziennikarze mogą poruszać się po całym gmachu parlamentu. Zgodnie z regulaminem są dwa rodzaje dziennikarzy: posiadacze stałej akredytacji oraz otrzymujący przepustkę na dany dzień. Stała akredytacja (w postaci karty elektronicznej) jest wydawana na całą kadencję. Dostaje ją każdy, kogo wyznaczy redakcja – co jednak nie wyklucza innych dziennikarzy. Ci mogą przyjść na posiedzenia komisji czy inne wydarzenia. Jeżeli chcą pracować również w kuluarach, muszą poprosić o niebieską kartę, którą otrzymują po okazaniu legitymacji dziennikarskiej. Bez tej karty można wchodzić tylko na galerię albo do centrum prasowego.
Inaczej wygląda to w przypadku pracujących z kamerą. – Wejść do parlamentu mogą tylko w asyście pracownika biura prasowego, a nagrywać tylko w centrum prasowym. Jeżeli muszą przejść gdzieś indziej, to tylko w asyście „prasowego” – mówi DGP Josef Pazderka, wicenaczelny dziennika internetowego Aktualne.cz, były korespondent czeskiej telewizji. Posiedzenia komisji może oglądać każdy. Jeżeli ktoś chce filmować, znów musi poprosić o asystę kogoś z biura prasowego sejmu. – Pewne ograniczenia, m.in. asystę, wprowadzono po kilku incydentach, kiedy telewizje chodziły za niektórymi posłami, nawet do łazienki – dodaje Pazderka.
W regulaminie umieszczonym na stronie czeskiego parlamentu dużo miejsca zajmuje dress code. „Wszystkie osoby w sandałach, T-shirtach, krótkich spodenkach, czapkach budzą zgorszenie. Rozumiemy, że nie zawsze wszyscy dziennikarze wiedzą, że służbowe obowiązki przywiodą ich do sejmu, ale przy wydawaniu akredytacji mamy obowiązek dopilnować przynajmniej elementarnego dress code’u. Standardem u mężczyzn są długie spodnie, koszula i marynarka, kobiety miałyby się wystrzegać gołych ramion, szortów i zbyt krótkich sukienek. Ostrzegamy, że w przypadku nieodpowiedniego stroju dziennikarz może nie zostać wpuszczony do budynku. Jeżeli z tego powodu nie powstanie materiał prasowy, nie będzie to nasza wina” – informuje Izba Poselska na swojej stronie. W sumie – jak wyliczają Czesi – podczas posiedzeń codziennie jest około 140 dziennikarzy i 11 sztabów telewizyjnych. Około 160 osób na 200 posłów.
Na Słowacji sytuacja jest podobna. – Wejść może każdy, nawet po pokazaniu zwykłego dowodu, ale wtedy musi mieć zaproszenie od posła – mówi Mirek Toda, dziennikarz „Dennika N”. Dziennikarze mogą być na balkonie, chodzić po kuluarach. – Również na komisje, o ile nie są zawczasu utajnione, mają wolny wstęp – dodaje. Na stronie słowackiej Rady Narodowej (jak nazywa się słowacki parlament) jest określona liczba dziennikarzy z jednej redakcji, która może przebywać danego dnia: sześciu z mediów audiowizualnych, trzech z wydań papierowych, pięciu z agencji prasowej i trzech z wydań internetowych. Jeżeli trzeba więcej, może o to wystąpić redakcja. Działa również centrum prasowe przygotowane do profesjonalnego nagrywania. Na Słowacji, podobnie jak w Czechach, istnieją wymagania odnośnie do ubioru: marynarka oraz zakryte obuwie.
System wyznaczający limity akredytacji działa również w Portugalii, gdzie na jedną redakcję przypadają dwie przepustki (w przypadku stacji telewizyjnych – cztery). Dziennikarze mają za to wstęp na posiedzenia komisji.