Dominika Maison: Nie trzeba kochać banków, żeby trzymać w nich pieniądze [WYWIAD]

finanse, pieniądze, bank
"Wiele osób ze słabą wiedzą ekonomiczną niestety stara się bronić dzieci przed takimi informacjami. Błąd. Dziecko powinno naturalnie być wprowadzane w świat pieniędzy. "ShutterStock
16 maja 2016

- Edukacja, oszczędzanie kontraktowe albo zwolnienia podatkowe dla osób korzystających z III filara emerytalnego – to sposoby na zachęcenie ludzi do odkładania pieniędzy - uważa prof. Dominika Maison, psycholog i autorka książki „Polak w świecie finansów”.

2548318-prof.jpg
prof. Dominika Maison, psycholog i autorka książki „Polak w świecie finansów”

Niezbędna jest edukacja, i to już na poziomie dzieci.

Co można zrobić, by dzieci częściej oszczędzały, sprawdzaliśmy podczas badań prowadzonych na Uniwersytecie Warszawskim. Wnioski? Samokontroli finansowej można uczyć, nie tylko mówiąc o pieniądzach. Dzieci oglądały film uświadamiający im, czym jest samokontrola i jakie są z niej korzyści. Po pewnym czasie miały zdecydować, czy otrzymane pieniądze chcą wydać teraz (odzwierciedlenie sytuacji konsumpcji), czy może później, ale nieco większą kwotę (odzwierciedlenie sytuacji oszczędzania). Dzieci poddane treningowi samokontroli częściej odkładały wydatki, bo naturalnie czuły, że za kilka dni będą mogły kupić więcej.

Taki trening samokontroli można prowadzić z dzieckiem w domu.

Na przykład uświadamiając dziecku konsekwencje jego działań, ucząc dziecko świadomego podejmowania decyzji i tłumacząc mu konsekwencje działań. Gdy dziecko chce wyjść na dwór, a następnego dnia ma klasówkę, można – zamiast zabraniać – przedyskutować z nim konsekwencje takiego wyjścia dla zdarzeń następnego dnia i np. wynegocjować krótszy pobyt na podwórku.

To nie może być nauka na wzór, wyśmiewanych na całe szczęście, schematów edukacji seksualnej. To powinno być naturalne uświadamianie przy każdej nadarzającej się okazji. Dziecko pyta w pewnym momencie, skąd są pieniądze, albo prosi, żeby coś kupić. Można odpowiedzieć „nie”, i tyle, albo przedstawić sprawę inaczej: „Kupię ci to za dwa tygodnie, ale pod pewnym warunkiem lub jak zaoszczędzisz część pieniędzy”. Tylko wtedy uczy się zarządzania pieniędzmi. Dużą rolę mogłaby odgrywać edukacja w szkole, podczas lekcji matematyki, a nawet języka polskiego.

To bardzo nudny przedmiot, a prowadzą go najczęściej ludzie, którzy nie mają nic wspólnego z przedsiębiorczością. To jest niestety powód zabicia edukacji ekonomicznej w Polsce, czyli uczenie w niewłaściwy sposób. Żeby coś było skuteczne, musi być po prostu fajne.

Wiele osób ze słabą wiedzą ekonomiczną niestety stara się bronić dzieci przed takimi informacjami. Błąd. Dziecko powinno naturalnie być wprowadzane w świat pieniędzy. Dostaje złotówkę i niech sobie ją samo zagospodaruje. Nawet jak głupio wyda, to jest to dobra lekcja. Ważne, żeby dziecko dostawało własne kieszonkowe. Jest ono niezbędne dla edukacji finansowej. Wtedy dziecko zrozumie, że po pewnym czasie z małych kwot można odłożyć na coś większego, że odłożona w czasie konsumpcja może umożliwić kupienie czegoś większego. A to przecież podstawa oszczędzania.

Też edukacja, ale w innej formie. Dlaczego nie zastosować na przykład lokowania produktu w serialach? Duży zasięg dotarcia, a w ten sposób można wiele rzeczy delikatnie przemycać. Można na przykład przekazywać wiedzę na temat ryzykownych produktów finansowych lub tworzyć modę na oszczędzanie.

Zakładając, że to są bardzo dobre programy i nie ma tam oszustwa, to jest to dobry pomysł. Dlaczego działania na siłę są skuteczne? To jest zgodne z koncepcją oszczędzania kontraktowego. Deklarujemy, że coś będziemy odkładać, i musimy to robić. Gdy mamy niską samokontrolę, to taki kontrakt pomaga. Ważne jednak, aby nie było łatwo się wycofać z tego zobowiązania. Jedna z firm w Stanach Zjednoczonych wprowadziła fundusz na gwiazdkę. Z pensji pracowników była co miesiąc odkładana zadeklarowana przez nich kwota, a w grudniu dostawali całe zgromadzone pieniądze na wydatki świąteczne. I większość była zaskoczona, że udało im się pierwszy raz w życiu zaoszczędzić tak dużo pieniędzy.

To działanie dobre dla materialistów, którzy i tak są bardzo słabi w oszczędzaniu. Dostaną pieniądze, które ich nie zmobilizują do zmiany. W ten sposób uczymy ludzi, że pieniądze można wziąć znikąd. Znowu w głowach wzmacniamy przekonanie, że jakoś to będzie. Nie tędy droga.

To jest opcja rozsądniejsza. Byłaby to dla ludzi uzasadniona nagroda, bo głównie przecież finansowana z ich pieniędzy, z podatków. Z psychologicznego punktu widzenia ludzie poczują, że podejmują jakiś wysiłek, sami decydują przecież o oszczędzaniu i mają za to gratyfikację.

Teorie psychologiczne od lat mówiły, że jest takie przełożenie, ale badania bankowe pokazują, że bardzo dużo ludzi wprost mówiących o nienawiści do instytucji finansowych i tak oszczędza, ma kredyty i inwestuje. Nie trzeba kochać banków, żeby w nich oszczędzać.

Autopromocja
381367mega.png
381364mega.png
381425mega.png
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.