Żadna władza nie przepada za organizacjami monitorującymi jej poczynania. Prawo obywateli do informacji trzeba jednak szanować - pisze Łukasz Bojarski, prezes INPRIS.
Mroźny wieczór 25 listopada 2015 r. W izbie niższej dzieją się rzeczy niezwykłe. Trwa dyskusja i głosowania nad unieważnieniem wyboru pięciu sędziów Trybunału Konstytucyjnego. Odbywa się to w formie uchwał w sprawie stwierdzenia braku mocy prawnej uchwał Sejmu poprzedniej kadencji. Wydaje się, że to początek nowej ery, że to zamach na ustrój państwa, na konstytucję, na trójpodział władzy, na niezależność trybunału. Wcześniej PiS chciał grać zgodnie z regułami prawa, zaskarżył ustawę, jednak po ponad dwóch tygodniach wycofał swój wniosek i przystąpił do „przejmowania” sądu konstytucyjnego. Kilkoro znajomych śledzi w swoich domach relację z parlamentu i zastanawia się co zrobić. Dochodzą do wniosku, że to już najwyższy czas na symboliczny protest. Spotykają się pod Sejmem ok. godz. 22. Najpierw jest ich trzech, z jedną flagą. W ciągu kilku godzin, pomimo nocnej pory i mrozu, zjawia się tam kilkadziesiąt osób, poinformowanych za pośrednictwem portalu społecznościowego o spontanicznej pikiecie. To symptomatyczne, że pierwszy protest uliczny przeciwko działaniom nowo wybranej władzy dotyczy właśnie trybunału. I to pod znakiem tego organu władzy sądowniczej upłynie cały kolejny rok. Uderzenie w TK przejdzie do historii.
Bądź na bieżąco ze zmianami w prawie i podatkach.
Czytaj raporty, analizy i wyjaśnienia ekspertów.
Bądź na bieżąco ze zmianami w prawie i podatkach.
Czytaj raporty, analizy i wyjaśnienia ekspertów.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.