Wybory do sfałszowania, czyli jak upada autorytet

Sędziowie Sądu Najwyższego w czasie rozprawy kasacyjnej Mariusza Kamińskiego
Wszyscy razem dotarliśmy do etapu, gdy w prostej, technicznej zmianie legislacyjnej wielu z nas widzi zagrożenie dla państwa prawa. Ale to zagrożenie wcale nie kryje się w art. 26 ustawy o Sądzie Najwyższym. PAP / Rafał Guz
3 kwietnia 2018

Obawy wielu osób – w tym szanowanych prawników – pokazują, że prawo coraz częściej przegrywa z polityką. I że litera prawa, zapisana w ustawach, zaczyna coraz mniej znaczyć.

„Prawo i Sprawiedliwość będzie mogło sfałszować wybory”. „W reformie Sądu Najwyższego chodzi o przejęcie wpływu nad ocenianiem ważności wyborów”. „Co Prawo i Sprawiedliwość postanowi, to Sąd Najwyższy zrobi”. To tylko kilka z setek komentarzy na temat wchodzącej w życie ustawy o Sądzie Najwyższym, na które się natknąłem. Zdaniem wielu polityków i komentatorów najważniejsza zmiana – prawdziwy cel uchwalenia ustawy – kryje się w art. 26. Zgodnie z nim nowo powołana Izba Kontroli Nadzwyczajnej i Spraw Publicznych będzie m.in. rozpoznawała protesty wyborcze oraz stwierdzała ważność wyborów. Ale przecież to, że Sąd Najwyższy będzie się tym zajmował, to nic nowego. Tak było też do tej pory, co zresztą wynika wprost z art. 101 („Ważność wyborów do Sejmu i Senatu stwierdza Sąd Najwyższy” i „Wyborcy przysługuje prawo zgłoszenia do Sądu Najwyższego protestu przeciwko ważności wyborów na zasadach określonych w ustawie”) i art. 129 ust. 1 konstytucji („Ważność wyboru Prezydenta Rzeczypospolitej stwierdza Sąd Najwyższy”).

Pozostało 80% treści
Wybierz pakiet i czytaj bez ograniczeń.

Bądź na bieżąco ze zmianami w prawie i podatkach.
Czytaj raporty, analizy i wyjaśnienia ekspertów.
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.

Autopromocja
381453mega.png
381439mega.png
381484mega.png