Zapowiedź zmian na stanowisku szefa prokuratury wojskowej rozładuje na czas jakiś napięcia wokół prokuratury, ale nie przybliży nas, niestety, do trwałego wykrystalizowania się ustrojowej formy tego niezmiernie ważnego organu w państwie. Już widać, jak strony tego konfliktu powoli, ale systematycznie, okopują się na swoich z góry upatrzonych pozycjach. Wszyscy co prawda zgadzają się, że jakieś zmiany ustawowe powinny nastąpić, ale ich zakres nie jest dla wszystkich równie oczywisty.
Prokurator generalny chciałby likwidacji pionu wojskowego i IPN-owskiego, a także ustanowienia swojej autonomii budżetowej. Doskwiera mu także brak instrumentów pozwalających wpływać na decyzje prokuratorów i na przykład korygować ich niewłaściwe decyzje dotyczące przedstawienia zarzutów. Dla ministra sprawiedliwości natomiast likwidacja prokuratury wojskowej to, zdaje się, granica tego, co można w tej chwili zgodnie ustalić. Już wiadomo, że rząd nie jest skłonny przyznać prokuraturze większej swobody decyzyjnej w sferze budżetowania, minister sprawiedliwości chciałby natomiast takich zmian, które doprowadziłyby „do demokratycznej kontroli parlamentu nad całą prokuraturą”, po to, by posłowie mogli usłyszeć od prokuratora generalnego wyjaśnienia w sprawach, w których ich wyborcy czuli się pokrzywdzeni. I tak oto stanęliśmy na rozstajach.
W dyskusji na temat organizacji prokuratury nie chodzi o komfort rządzących
Stosunkowo łatwo było – jak widać – uzyskać porozumienie co do tego, że podwładny nie powinien zbytnio wybijać się na niepodległość. To zrozumiałe – szczególnie ze strony osób, które jednoosobowo pełnią funkcje kierownicze, a tak jest zarówno w przypadku prokuratora generalnego, jak i ministra sprawiedliwości czy ministra obrony narodowej.
Załóż konto lub zaloguj się
i zyskaj dostęp na 14 dni za darmo.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.