Przepisy karne dotyczące ujawnienia materiałów z postępowania przygotowawczego nie tylko rzadko służą sądom do skazań, ale i zawierają niebezpieczną lukę. Tak uważają karniści.
Sprawa posła Burego, afera podsłuchowa, śledztwo smoleńskie. Co łączy te postępowania przygotowawcze? Przede wszystkim przecieki, które stały się nieodłącznym elementem głośnych śledztw prowadzonych przez prokuraturę. Elementem gry jeszcze przedprocesowej. Wyciekają opinie biegłych, całe protokoły zeznań świadków. Cezary Gmyz, publicysta „Do Rzeczy”, napisał niedawno na Twitterze: „Poważnie zastanawiam się nad opublikowaniem całości akt w sprawie afery podsłuchowej, tak aby każdy mógł sobie wyrobić opinię samodzielnie”. To, na co ostatecznie się nie zdecydował, zrobił właśnie na swoim profilu na Facebooku Zbigniew Stonoga. Zamieścił skany ponad 2,5 tysiąca stron akt ze śledztwa dotyczącego afery podsłuchowej. Wszystko wraz z danymi wrażliwymi.
Gra o śledztwo
W takich przypadkach cień podejrzeń pada na prokuratorów, służby, pokrzywdzonych, ale też na samych podejrzanych i ich pełnomocników, którzy od niedawna – od 2 czerwca 2014 r. – mają dostęp do wszystkich dowodów, gdy prokurator zdecyduje się na tymczasowe aresztowanie.
– – mówi jeden z oskarżycieli.
– – wskazuje nasz rozmówca.
– – wskazuje Jacek Skała, przewodniczący Związku Zawodowego Prokuratorów i Pracowników Prokuratury.
Wszystko przez przepisy.
– – dodaje Skała. Chodzi konkretnie o art. 156 par. 5 i 5a k.p.k.
– – wskazuje prokurator Piotr Kosmaty, rzecznik prasowy Prokuratury Apelacyjnej w Krakowie.
Przypomina, że w razie złożenia wniosku o tymczasowe aresztowanie podejrzanemu i jego obrońcy udostępnia się niezwłocznie akta w części zawierającej treść dowodów wskazanych we wniosku.
– – tłumaczy prof. Piotr Kardas, adwokat i karnista z Uniwersytetu Jagiellońskiego.
– – wskazuje prokurator Skała.
Martwy paragraf
Czy ci, którzy udostępniają bez zgody prokuratora materiały ze śledztw, powinni się liczyć z odpowiedzialnością karną? Teoretycznie tak. Za każdym razem prokuratura próbuje ustalić źródła przecieków, toczą się śledztwa. Art. 241 kodeksu karnego przewiduje nawet karę do dwóch lat pozbawienia wolności za ujawnienie informacji z postępowań przygotowawczych (bez zgody prokuratora). Ale autorzy przecieków mogą praktycznie spać spokojnie. Sprawdziliśmy: rocznie toczy się po kilkadziesiąt postępowań z tego paragrafu. Ale skazań jest jak na lekarstwo (patrz: grafika). Przepis jest praktycznie martwy.
– – wskazuje Skała.
Dodatkową barierą jest tajemnica dziennikarska.
– – dodaje.
Prokurator Piotr Kosmaty, rzecznik prasowy Prokuratury Apelacyjnej w Krakowie, twierdzi, że art. 241 k.k. oczywiście jest potrzebny i należy go stosować, gdy dochodzi do popełnienia przestępstwa.
– – przyznaje.
Luka prawna
Są też gorsze informacje. Odpowiedzialność karna grozi tylko za publiczne rozpowszechnianie materiałów ze śledztwa. W oparciu o określony w art. 241 k.k. typ przestępstwa można więc ścigać osobę, która np. w internecie zamieszcza materiały z postępowania przygotowawczego czy ujawnia je w publikacji prasowej. Pytanie, czy można pociągać do odpowiedzialności karnej osobę, która przekazała takie informacje?
– – wyjaśnia prof. Kardas.
W tych przypadkach brak więc będzie podstaw do odpowiedzialności adwokata. Zwłaszcza gdy przekazując materiały z postępowania podejrzanemu, zaznaczy, że ich publiczne rozpowszechnianie jest zakazane i karalne. Jeśli natomiast adwokat przekaże materiały ze śledztwa w innych celach i ze świadomością, że zostaną rozpowszechnione, to narusza zasady etyki, zwłaszcza tajemnicę obrończą. Można mu też wtedy postawić zarzut pomocnictwa w przestępstwie z art. 241 k.k.
–– podkreśla prof. Piotr Kardas.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu