Insynuacje, groźby, niedopowiedzenia. A wszystko to w mało strawnym, prawniczym sosie. Chodzi oczywiście o rozprawę w sprawie z wniosku prokuratora generalnego, który po raz drugi (tym razem w szerszym zakresie) domaga się uznania za niekonstytucyjny przepisu Europejskiej Konwencji Praw Człowieka mówiącego o prawie do sądu. W składzie orzekającym znalazła się znana z brylowania w mediach społecznościowych była posłanka PiS Krystyna Pawłowicz. Od razu więc wiadomo było, że nudno nie będzie.
Obecna sędzia TK zaczęła z wysokiego C. Swoje pierwsze pytanie skierowała do przedstawicieli rzecznika praw obywatelskich. A było to pytanie w stylu: „Kiedy przestanie pan bić żonę?” Sędzia TK zaczęła dociekać, czyje i jakie interesy reprezentuje RPO. Ten bowiem jako jedyny uczestnik postępowania domaga się jego umorzenia, wskazując, że nie chodzi o zbadanie zgodności EKPC z konstytucją, lecz o sąd nad niekorzystnymi dla obecnej większości rządzącej wyrokami ETPC. I tu należy zatrzymać się i chwilę zastanowić, w jakim celu pytanie o rzekome interesy padło. Bo przecież uzyskana odpowiedź nie mogłaby – jeśli trzymać się klasycznego sposobu prawniczego rozumowania – pomóc składowi orzekającemu w dogłębnym zbadaniu zagadnienia. Co więcej, adresaci pytania nie byli nawet obecni na sali, więc jego autorce raczej nie zależało na wysłuchaniu ich wyjaśnień. Po co komu w dzisiejszych czasach jakieś wyjaśnienia?
Bądź na bieżąco ze zmianami w prawie i podatkach.
Czytaj raporty, analizy i wyjaśnienia ekspertów.
Bądź na bieżąco ze zmianami w prawie i podatkach.
Czytaj raporty, analizy i wyjaśnienia ekspertów.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.