Prezydent USA Donald Trump powiedział w środę podczas konferencji prasowej w Evian-les-Bains we Francji, że zawarł porozumienie z Iranem, bo chciał uniknąć katastrofy gospodarczej, spowodowanej zablokowaniem cieśniny Ormuz. Zapowiedział, że do podpisania umowy dojdzie w czwartek lub w piątek.
Podczas konferencji prasowej kończącej szczyt G7 Trump obficie lecz w chaotyczny sposób uzasadniał decyzję o zawarciu wstępnego porozumienia pokojowego z Iranem. Choć twierdził, że osiągnął porozumieniem „wszystko, co zamierzał osiągnąć”, to przyznał, że za jego decyzją stały względy ekonomiczne i zamknięcie przez Iran cieśniny Ormuz.
Cieśnina Ormuz i obawy przed globalnym kryzysem energetycznym
- Nie chciałem widzieć jednej rzeczy: katastrofy gospodarczej. Gdyby to tak dalej szło, mogłoby się to stać. Wiem tylko, że za każdym razem, gdy rozmawialiśmy o możliwości pokoju, giełda wystrzeliwała jak rakieta. Nigdy nie spadała (...) Wiecie, giełda jest bardziej błyskotliwa niż ktokolwiek inny, wliczając w to ludzi na tej scenie, oczywiście poza mną - powiedział amerykański prezydent.
- Nie zapominajcie, że gdybyśmy mieli dalej zrzucać bomby, powiedzmy, że zajęłoby to kolejny miesiąc, kolejne dwa, trzy miesiące, może tygodnie, mogłyby to być kolejne trzy miesiące, mogłoby to być cokolwiek. To co z tego by zostało, to mogłoby być nic, ale nie mielibyśmy cieśniny, nigdy nie byłaby otwarta - powiedział.
Groźby USA wobec Iranu i warunki egzekwowania umowy
Jednocześnie zagroził, że jeśli Iran nie będzie się trzymać postanowień porozumienia, USA wrócą do bombardowań, bo „niesamowite jest, co można zrobić bombami”.
Trump zapowiedział, że do podpisania porozumienia dojdzie „jutro (w czwartek) lub może w piątek”, choć sugerował, że nie jest do końca pewne, że w ogóle do tego dojdzie.
Prezydent USA wielokrotnie przekonywał, że jest „twardszy wobec Iranu” niż ktokolwiek inny, zwłaszcza Barack Obama.
Relacje USA–Izrael–Iran i sporne kwestie regionalne
Choć dziękował Izraelowi, to kilkakrotnie zaznaczył, że strofował premiera Benjamnina Netanjahu za jego działania względem Libanu.
- Mamy mały spór o Liban. Mówię mu, że można podejść do sprawy nieco łagodniej, może nie trzeba burzyć budynku za każdym razem, gdy ktoś do niego wejdzie – ktoś ze strony Hezbollahu. Ale to była niesamowita współpraca. On powie, że my jesteśmy dużym partnerem, a on bardzo małym partnerem, i to prawda - komentował.
Pytany o mechanizmy zapewnienia wdrożenia umowy z Iranem - poza groźbą bombardowania - Trump twierdził, że nie potrzeba żadnego innego, a Iran będzie kierował się „zdrowym rozsądkiem”. Przekonywał przy tym, że w Iranie - poprzez zabicie przez USA i Izraela kilkudziesięciu członków elit - dokonała się zmiana reżimu, a nowy zespół „będzie zachowywał się zupełnie inaczej”.
- Myślę, że widzą teraz inny styl życia, z którym nigdy nie mieli styczności - powiedział.
Prezydent USA utrzymywał, że Ameryka nie zapłaci Iranowi ani centa, lecz jednocześnie oświadczył, że musi oddać Iranowi jego zamrożone środki, bo w przeciwnym razie „nikt nie inwestowałby więcej w dolara”.
Trump bagatelizował też znaczenie wyeliminowania programu rakiet balistycznych Iranu, co w początkowej fazie wojny było przedstawiane przez jego administrację jako jeden z głównych celów wojny. Zaznaczył, że sprawami nienuklearnymi, w tym programem balistycznym będą zajmować się osobno USA z państwami Zatoki Perskiej, lecz dodał, że Iran „musi mieć trochę rakiet”.
- Ktoś powiedział: nie powinieneś im tego dawać. Mam gości - lubię niektórych z nich, ale nie sądzę, żeby byli mądrzy - którzy mówią: „Nie powinieneś pozwalać im mieć żadnych pocisków”. Powiedziałem, no cóż, co mam zrobić? Czy pozwolę Arabii Saudyjskiej mieć pociski, ale oni nie mogą ich mieć? „Tak, proszę pana”. To tak nie działa (...) A pociski nie są problemem - stwierdził Trump.
Z Waszyngtonu Oskar Górzyński (PAP)
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu